DIY, Domowe kosmetyki, Naturalne kosmetyki

Naturalny dezodorant DIY – aktualizacja

Hej 🙂

 

Właśnie obwąchuję swoje pachy… Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek nadejdzie taki dzień, gdy takie właśnie zdanie wyjdzie z moich ust, a już tym bardziej spod moich palców. Ale ponieważ jest już prawie 18:00, a ja nie czuję kompletnie nic nieprzyjemnego, to tym bardziej muszę Wam o tym napisać 🙂

 

Jakiś czas temu podawałam na blogu przepis na naturalny, domowy dezodorant na bazie sody oczyszczonej i oleju kokosowego (ten wpis znajdziecie tutaj). Od tego czasu minął już prawie miesiąc, a ja używałam tego dezodorantu codziennie, więc mogę już coś więcej powiedzieć na temat jego działania.

 

No i po pierwsze muszę szczerze przyznać, że nie obyło się bez kilku gorszych dni. Ten przepis w moim przypadku nie jest tak do końca idealny. Otóż przy bardziej intensywnych dniach po kilku godzinach muszę ponawiać jego nakładanie (co oczywiście wiąże się również z umyciem rejonów pod pachą). Gdybym tego nie zrobiła, to raczej lekko obawiałabym się zbliżać do ludzi na mniejszą odległość i raczej powstrzymywałabym się od przytulania kogokolwiek.

 

A jednak ja jestem z tego dezodorantu całkiem, całkiem zadowolona. Na takie dni, jak dziś (czyli mało-średnio intensywne – większość czasu spędziłam w domu z dziećmi, na zewnątrz byłyśmy na niezbyt długim, spokojnym spacerku; uświadomiłam sobie też mały sukces, bo żadnego z dzieci nie nosiłam dziś dłużej niż kilka minut 😉 ), no więc na takie dni, jak dziś jest idealny. Od rana do teraz (a jest już po szóstej po południu) nie czuć wokół mnie żadnego nieprzyjemnego zapaszku.

 

Prawdopodobnie zatem wkrótce zamówię sobie dezodorant Schmidt’s w sztyfcie, który był u mnie niezawodny. Ten natomiast będę stosować w takie spokojniejsze dni. Bo mój dezodorant jest tani, zrobiony z minimalnej ilości składników, a do tego ma piękny zapach, a skoro działa całkiem nieźle, to po co sięgać po coś innego? Chyba tylko z powodu mojego rozwijającego się ciągle kosmetykoholizmu…

 

 

PS. Jeśli nie czytałyście poprzedniego wpisu, w którym podawałam przepis, to zamiast tego możecie też obejrzeć filmik – podaję w nim dokładną ilość składników, których używałam 🙂