Szczęście, Uncategorized

5 rzeczy, które zawsze sprawiają, że mój dzień jest lepszy

Hej 🙂

 

 

Wbrew pozorom szczęście i spokój wcale nie są jakąś odległą galaktyką, do której należy z wysiłkiem dążyć. Jest kilka prostych spraw w moim życiu, których wprowadzanie każdego dnia sprawia, że za każdym razem dzień jest troszeczkę lepszy, ja odrobinkę bardziej spokojna, moje ciało w lepszej formie. I okazuje się, że nie muszę wcale osiągać moich wielkich, wytyczonych celów, aby czuć się dobrze każdego dnia. Szczęście nie jest gdzieś daleko, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Jest tutaj i teraz, ale musimy się po prostu nauczyć zwracać na nie uwagę. Ja ciągle się tego uczę. Ale jeśli każdego dnia pamiętam o tych pięciu sprawach, o których dziś Wam napiszę, szczęście przestaje być teorią z książek pozytywnej psychologii. Dlatego zapraszam Was również do wprowadzania tych czynności każdego dnia, a na pewno zauważycie różnicę.

 

 

1.Piję wodę z cytryną lub solą zaraz po przebudzeniu

I tak pisałam już o tym i na pewno napiszę jeszcze wiele razy. I nie wiem, czy bardziej piszę o tym po to, żeby Was zmotywować, czy jednak siebie (bo właśnie teraz stoi obok mnie kubek z kawą, a do wody od rana się jeszcze nie zbliżałam… 😉 ). Ale woda i odpowiednie nawodnienie naprawdę sprawia dużą różnicę. Tylko niestety nie wystarczy jednorazowe dostarczenie organizmowi wody (choć i tu pewnie od razu poczujemy się odrobinę lepiej). Trzeba pamiętać, aby robić to regularnie. Dlatego właśnie robię sobie małą przerwę od pisania i idę po moją wielką szklankę wody… Ok, już jestem z powrotem, ale teraz Was zachęcam do przyniesienia sobie szklaneczki, zanim przejdziecie do następnego punktu 🙂

 

 

2. Regularnie dostrzegam rzeczy, za które mogę być wdzięczna

Nawet ta woda z cytryną (którą właśnie ze mną pijecie 😉 ) jest rzeczą, którą możemy się chwilę pozachwycać i poczuć wdzięczność. Czujecie, jaka jest pyszna? Nie trzeba pisać dzienniczka wdzięczności (choć zachęcam), aby zacząć odczuwać wdzięczność za najprostsze codzienne rzeczy. Po jakimś czasie wdzięczność wchodzi w nawyk i dostrzegamy coraz więcej małych cudów w naszym życiu, choć tak, czasami w gorszej chwili trzeba się trochę do wdzięczności zmusić. Ale gdy już zaczniemy, to okazuje się, że możemy wymieniać i dziękować bez końca. Ja jestem obecnie wdzięczna za to, że mam dostęp do internetu i mogę się z Wami dzielić moimi przemyśleniami. Za to, że pada deszcz, a ja mogę pić kawę i patrzeć przez okno, bo ktoś inny wyszedł z psem. Za to, że teściowa dziś zajmie się dziećmi, a ja będę miała trochę czasu, żeby popisać. No dobrze, to ostatnie to już nie taka codzienna, prosta rzecz, tylko wielki powód do wdzięczności 🙂 (więc dziękuję za taką teściową!). A Wy za co właśnie w tej chwili jesteście wdzięczni? 🙂

 

 

3. Przebywam na powietrzu

Wybieram się na spacer lub siedzę w ogródku. Teraz jest mi łatwiej, bo nawet w piżamie mogę wyjść do ogródka i nikt się nie zdziwi. Ale czasami wystarczy nawet mały balkon i kilka spokojnych chwil, kilka oddechów, patrzenie w niebo. Mi bardzo pomaga, jeśli mam możliwość popatrzeć na drzewa – one w jakiś sposób zawsze mnie uspokajają i napełniają optymizmem.

 

 

4. Robię kilka głębokich oddechów w chwilach „wewnętrznego ściśnięcia”

Muszę się wreszcie przyznać, że jestem strasznym nerwusem. Wie to właściwie chyba tylko moja najbliższa rodzina, bo zazwyczaj przy innych się zamykam i wszystkie emocje chowam w środku (choć moje dzieci i prawie-mąż nauczyli się już, jak w ciągu sekundy doprowadzać mnie do wybuchu… 🙂 ). Wiele spraw mocno przeżywam i stresuję się nawet w chwilach, gdy właściwie nie ma takiej potrzeby. W naszym społeczeństwie często powtarza się (zwłaszcza dzieciom): jak się zdenerwujesz, to weź kilka głębokich oddechów. Ale czy ktoś tak w ogóle robi? Czy tylko takie rady jeszcze bardziej Was denerwują? 😉 Ale wiecie co? Najśmieszniejsze jest to, że to naprawdę działa i to jest chyba najlepsza rada, jaką możemy sobie wziąć do serca. Więc ja oddycham głęboko, kiedy tylko się da. Kiedy tylko odczuję nawet takie lekkie ściśnięcie w brzuchu. Oddycham, obserwuję i zastanawiam się, co to za emocja właśnie się rodzi. I dzięki oddechom, obserwacji, te emocje może nie znikają od razu, ale stają się łatwiejsze do zniesienia, a po chwili zaczynają się rozpływać. Tylko to trzeba ćwiczyć i nie zniechęcać się, że w 90% przypadków zapomnicie o oddechu. Ćwiczenie czyni mistrza 🙂 Polecam!

 

 

5. Ćwiczę jogę

Moim celem jest codzienna praktyka jogi. Nie tylko dlatego, że z każdym razem moje ciało staje się silniejsze (choć właśnie jodze przypisuję powrót zalążków moich mięśni, bo mięśniami jeszcze tego chyba nie da się nazwać). Możecie poczytać o tym, jak joga działa na ciało, jak wpływa na umysł, ale możecie też po prostu spróbować poćwiczyć i zobaczyć, jak się poczujecie. Pamiętam moje początki kilka lat temu, gdy miałam możliwość, aby kilka razy w tygodniu ćwiczyć przez 1,5 godziny z instruktorem. Wtedy z zajęć wychodziła inna osoba. Spokojna, pewna siebie, silna, szczęśliwa. Nie żebym była obecnie jakoś mocno zaawansowana, bo ja jestem bardzo dobra w robieniu sobie długich przerw od wszystkiego 😉 Ale teraz nawet kilka serii powitań słońca sprawia, że po prostu czuję się lepiej i dzień zaczyna się (lub kończy) trochę inaczej.

 

 

 

Jedna rzecz, którą podziwiam u moich szalonych kotów to to, że one, mimo że są strasznymi panikarzami i tchórzami (takie dziwne egzemplarze nam się trafiły), to nawet po dużym stresie potrafią w jednej sekundzie uspokoić się i wrócić do równowagi, gdy tylko już nie zagraża im ten straszny odkurzacz lub maleńki kociak sąsiadów. One wtedy bez problemu wracają do swojego normalnego stanu i po prostu cieszą się życiem. Zaczęłam więc je trochę obserwować, a nawet naśladować. Więc moje koty piją wodę z rana, ćwiczą jogę, przebywają dużo na powietrzu, uwielbiają powygrzewać się na słońcu (ale nie przesadzają z ilością) i po prostu obserwują. Gdy trzeba, ciężko pracują, ale widać, że wszystko co robią sprawia im przyjemność. Czy prowadzą dzienniczek wdzięczności, to nie wiem. Tego się jeszcze nie dopatrzyłam. Ale wydaje mi się, że całkiem nieźli nauczyciele mi się trafili.

 

 

PS. Koty właśnie włączyły tryb paniki i rozbiły moją szklankę z resztką wody. I co? One oczywiście już po sekundzie leżą na fotelu, jakby nic się nie stało, a ja zdenerwowana zamiatam szkło. Bo to była moja ulubiona szklanka. To chyba najlepszy moment, żeby poćwiczyć oddechy? 🙂

 

 

 

 

 

A tu urocze bezzębne uśmiechy sprzed roku. Jak ten czas szybko mija… 🙂 Znaczy ja jeszcze z zębami 🙂