ROCZNY PROJEKT SZCZĘŚCIE, Uncategorized, W poszukiwaniu prostoty

5 rzeczy, których nie powinnaś robić podczas wiosennych porządków

Hej 🙂

 

 

Wiosenne porządki w tym roku wywołują we mnie jakieś wyjątkowe, jak na mnie,  emocje. JA CHCIEĆ WYRZUCAĆ!!! Tak, mniej więcej to właśnie zdanie chodzi mi po głowie niemal bez przerwy, a ja snuję się lekko nieprzytomna, niczym zombie, nieświadoma istota, której w głowie pozostało to jedno powtarzane trochę niewyraźnie, makabryczne słowo: „wyrzucać! wyrzucać! wyrzucać!”. Przyczyną upodabniania się do zombiaka może być również mój całkowity brak makijażu i jeszcze większy brak opanowania własnej fryzury, już nie mówiąc o dziurach w spodniach. Ale nie o moich odrastających włosach i zniszczonych spodniach dziś mowa, a zatem przejdźmy do konkretów.

 

 

Tegoroczne wiosenne porządki zaatakowały mnie w tym roku dość niespodziewanie. Tak właśnie, przyszły do mnie same. A raczej wypełzły gdzieś tam z mojego środka i zupełnie nieproszone. Zazwyczaj wiosenne porządki wywoływały u mnie raczej przerażenie i niechęć (choć od zawsze czułam dziwne ciągoty do pozbywania się rzeczy, już najbardziej wtedy, gdy akurat musiałam się uczyć lub zajmować czymś ważnym). Tym razem nie muszę się do niczego zmuszać. Nie muszę planować, zastanawiać się… Po prostu zamiast robić cokolwiek innego – porządkuję dom. Choć prawdopodobnie moje porządkowanie może wyglądać inaczej niż wyobrażałaby to sobie moja mama… 😉

 

 

Przyszły mi zatem do głowy pewne rzeczy, na które w minionych latach nie zwracałam uwagi. Błędy, które moim zdaniem sprawiały, że w moim domu nigdy nie było porządku, a krótko po Świętach Wielkiej Nocy cała przestrzeń nadawała się jedynie do ponownego Wielkiego Porządkowania.

 

 

1 – Nie zaczynaj od sprzątania

Wiosenne porządki kojarzyły mi się przede wszystkim z gruntownym szorowaniem całego domu. Z tego też powodu większość naszych gratów była po prostu przestawiana z kąta w kąt, aby dostać się do wszystkich miejsc, które wymagały czyszczenia. Jest dużo łatwiej, gdy najpierw zajmiemy się moim ulubionym ostatnio odgracaniem. Jak już pozbędziemy się tych zbędnych gratów, to nagle okazuje się, że pracy przy wiosennych porządkach mamy o połowę mniej. O połowę! 😉 I co ciekawe każde kolejne małe czy duże sprzątanie zajmuje o wiele mniej czasu, bo nie trzeba najpierw porządkować całego domu, aby wreszcie móc zacząć sprzątać.

 

 

 

Czy my mamy tyle nóg???

Czy my mamy tyle nóg???

 

 

 

2 – Nie odwiedzaj sklepów z akcesoriami do organizacji

Sklepy oferujące przeróżne akcesoria do organizacji domu kuszą niezmiernie. Przecież jeśli kupimy te wszystkie, pudła, pudełeczka, koszyczki, podstawki, przekładki, szufladki, to już po chwili nasz dom będzie magicznie uporządkowany, a my szczęśliwe. Czy rzeczywiście? Na pewno nie w moim przypadku. Owszem włożenie wszystkich produktów kąpielowych stojących na wannie do jednego zgrabnego koszyka sprawia, że codzienne mycie wanny robi się przyjemniejsze i sprawniejsze. Ale nie jest to absolutnie coś, czym powinniśmy sobie zawracać głowę w trakcie odgracania.

 

Nie raz już dałam się naciąć na przepiękne pudełka do organizacji, które kupione bez większego zastanowienia, przyczyniały się następnie do zwiększenia ilości rzeczy ukrytych w szafie. Po gruntownym odgracaniu może się po prostu okazać, że nie pozostało nam już nic, co trzeba by było organizować w jakiś szczególnie skomplikowany sposób. Ja sama lubię korzystać z pudeł wszelkiej maści, bo potrafią ułatwić życie. Jednak w pierwszej kolejności staram się wykorzystać to, co już sama mam w domu. Na przykład kartony po butach, które z niewiadomych przyczyn jakoś niechętnie trafiają do kosza na śmieci, a zatem zazwyczaj są pod ręką, gdy najdzie mnie ochota na organizowanie. No dobrze, pozwalam kupić ładne pudełko, wtedy gdy już karton po butach okaże się świetnym, pomocnym rozwiązaniem, zadomowi się na dobre w roli organizera i będziecie chciały po prostu wymienić go na coś przyjemniejszego dla oka.

 

 

 

3 – Nie próbuj zrobić wszystkiego na raz

Mój niezwykle słomiany zapał już nie raz sprawił, że nie miałam gdzie położyć się wieczorem spać. Tak, zdarzało mi się wyrzucić zbyt wielką ilość rzeczy na łóżko i jego bliższą i dalszą okolicę, po czym ZAWSZE dopadała mnie wielka niemoc uprzątnięcia nawet kawałeczka pobojowiska, które tak ochoczo wcześniej stworzyłam. I mimo że kilkukrotnie już stosowałam metodę Marie Kondo w stosunku do różnych kategorii mojego domu, to nie w każdym przypadku będzie to moim zdaniem dobrym pomysłem. O ile walka z wszystkimi ubraniami na raz była dobrym posunięciem, o tyle niektóre kategorie są w moim przypadku zbyt obszerne, abym mogła zająć się nimi jednego dnia (czy wspominałam już, jak obsesyjnie kupuję książki?:)).

 

Jeśli wiesz, że możesz nie podołać sprzątaniu całego domu w jeden weekend, to po prostu zaplanuj to sobie trochę inaczej, bo szkoda Twoich nerwów 🙂 A przy tym jest duże prawdopodobieństwo, że nakładając na siebie zbyt wiele, zbyt szybko się zniechęcisz. A zresztą kto powiedział, że wiosenne porządki nie mogą trwać przez całą wiosnę? Jeśli sytuacja porządkowa jest odrobinkę obezwładniająca, to zajmuj się małymi kategoriami na raz. Ja tak właśnie teraz robię, gdy nie jestem w tym moim porządkowym ciągu, tak jak na przykład dziś. Nic mi się nie chcę, więc za chwilę uprzątnę dwie szuflady w komodzie. To jest w moim dzisiejszym stanie jak najbardziej do zaakceptowania przez mojego wewnętrznego lenia, więc nie będę z nim dyskutować. A znając życie, nie skończy się na dwóch szufladach, bo małe przyjemne sprzątanko wywołuje chęć dalszego porządkowania. Ale ciiii! żeby przypadkiem mój leń tego nie usłyszał…

 

 

4 – Nie zostawiaj rzeczy „na wszelki wypadek”

To jest przede wszystkim rada do mnie samej. Nie zliczę, ile już razy odkładałam coś, bo na pewno się przyda iii… rok później znowu to odkładałam, bo jednak wkrótce na pewno będzie potrzebne… i przy kolejnym sprzątaniu znów zastanawiałam się, czy przypadkiem ta niezwykle ważna rzecz nie powinna pozostać ze mną. Tak na wszelki wypadek. Nie będę już nawet wspominać o moich 10 przeprowadzkach podczas których wiecznie pakowałam do pudeł te same praktycznie nie używane rzeczy, które jednak na pewno mogły być kiedyś potrzebne… Tu chyba nie trzeba więcej tłumaczyć? Od tej pory, gdy myślę sobie, że coś może się kiedyś przydać, to już wiem, że pora się z tym pożegnać.

 

 

 

 

 

5 – Nie zastanawiaj się zbyt długo, co zrobić z niechcianymi rzeczami

To jest mój wielki problem. Nie lubię marnotrawstwa, a zatem rzeczy wcale nie wybiegają z mojego domu w podskokach. Wyrzucanie do śmietnika jest bardzo łatwe, ale od czasu gdy miałam wątpliwą przyjemność regularnie kilka razy w tygodniu przejeżdżać obok wysypiska śmieci, każdy worek do wyrzucenia wiąże się z lekkimi wyrzutami sumienia.

A jednak zauważyłam, że jeśli nie rozprawię się z niechcianymi rzeczami w ciągu maksymalnie kilku dni, to jest duże prawdopodobieństwo, że powoli stopią się z otoczeniem, a po pewnym czasie powrócą do swoich wcześniejszych miejsc pobytu. A zatem raczej już nie porywam się za sprzedawanie niechcianych rzeczy – mi to zajmuje zdecydowanie zbyt wiele czasu, a efekt zazwyczaj jest mizerny. Sprzedaję tylko wyjątkowe jednostki. Co się da, to szybciutko oddaję, nawet jeśli oznacza to czasami wrzucenie ubrań do nie-wiadomo-do-kogo-należącego-kontenera.

 

 

 

To już wszystkie moje cudowne rady, a raczej anty-rady. Czy to oznacza, że posiadłam już wszelką wiedzę i mój dom jest idealnie wysprzątany? Niekoniecznie 🙂 Ale pamiętajcie, że to jest proces. Droga. Długa  droga… I wyboista 😉 Ale też coraz bardziej fascynująca. I nie zawsze wygląda się podczas niej jak zombie. Obiecuję! 🙂

 

 

BUZIAKI!!!

 

 

 

  • Oj mam ten sam problem i taki sam „szalony” zapał do sprzątania i odgracania. A na rzeczy, które „na sto pro się wreszcie po 10 latach do czegoś przydadzą” mam cały schowek – nigdy tam nie zaglądam 😂

    • Dokładnie… ja nie wiem, czy choć jedna rzecz zostawiona „bo na pewno się przyda” kiedykolwiek wróciła do użytkowania. Zupełnie sobie czegoś takiego nie przypominam 😉