Aaaaa! Obcięłam włosy ;)

Hej 🙂

 

 

Uprzejmie oświadczam, że dołączyłam do grona krótkowłosych kobiet. W zeszłym tygodniu coś się przestawiło w mojej głowie i uznałam, że po prostu muszę, MUSZĘ obciąć włosy. Zdarzyło Wam się kiedyś coś takiego?

 

 

 

Moja włosowa historia jest skomplikowana. Wiecznie ścinam włosy, a następnie już od następnego dnia po ścięciu zaczynam zapuszczać. Farbuję na czarno, by za chwilę rozjaśniać. Dawno jednak nie było u mnie tak drastycznego cięcia. Myślałam, że będę bardziej przeżywać te moje częściowo już zapuszczone włosy, a jednak tak się nie stało. Miałam chwilę zawahania przed samym obcinaniem. Ale gdy już pierwsze kosmyki leciały na podłogę, poczułam radość i pewnego rodzaju ulgę.

 

 

Moje włosy od samego początku przysparzały zmartwień mi i mojej mamie i nigdy nie dawały o sobie zapomnieć. Z brzucha mamusi wyskoczyłam z czarną sterczącą grzywą, a pielęgniarki na poporodowej aż do naszego opuszczenia szpitala codziennie radośnie układały mi pięknego irokeza. Zresztą grzywa sterczała sama z siebie, więc niewiele jej było trzeba. Wydawałoby się, że moim problemem w przyszłości będzie raczej bujna, trudna do ułożenia czupryna, a jednak tak się nie stało. Kolejne lata minęły mojej mamie, a mi przy okazji, na pobudzaniu moich włosów do wzrostu za pomocą przeróżnych obrzydliwych ziółek i drożdży z mlekiem, aż po szczypiące i mocno śmierdzące maski z rzepy i inne specyfiki. Włosy bowiem po tym początkowym falstarcie okazały się raczej liche i delikatne. Owszem rosły chętnie i szybko, ale w niewielkich ilościach.

 

Po tej zaciekłej walce moja matka w końcu dała za wygraną i ścięła mnie na chłopaka (zresztą całkiem podobnie do tej obecnej fryzurki), a późniejsze lata nastoletnie spędziłam w niezbyt dla mnie twarzowym bobie (choć wszystkie fryzjerki były zachwycone, że tak pięknie wyglądam). Do czasu, aż dotarło do mnie, że przecież mogę już sama decydować o swojej fryzurze. Zaczęło się zatem zapuszczanie. Czasami włosy wyglądały lepiej, zwłaszcza we wczesnym etapie hennowania. Wydawały się dużo gęstsze niż wcześniej i były w rzeczywiście dość dobrej kondycji. Czasami jednak przychodziły miesiące, gdy pojawiało się zwiększone wypadanie, a wtedy zazwyczaj skracałam je do ramion. I to najczęściej w zaciszu domowym, unikając fryzjerów, jak ognia (ze strachu przed bobem).

 

Pierwsza ciąża sprawiła, że pierwszy raz miałam ochotę płakać z powodu moich włosów. Po drugiej ciąży wzmożone wypadanie oczywiście nawróciło. Jak wzmacniałam i zapuszczałam włosy pisałam już tutaj.

 

Oczywiście po czasie włosy zaczęły wracać do swojego normalnego stanu, ale do tej pory nie byłam z nich zbytnio zadowolona. Znów zaczęło się eksperymentowanie. Najpierw rozjaśniłam, zrobiłam pasemka, pofarbowałam, ścięłam, zapuściłam, wróciłam do henny, znowu ścięłam i znowu zapuszczałam. I pewnego ranka obudziłam się z tą szaloną myślą o obcięciu włosów. I obcięłam. No może niezupełnie sama, bo tym razem jednak zdałam się na pomoc fryzjerki. Moja koncepcja była troszeczkę inna. Jednak ze względu na cienkie i rzadkie włosy zostałam namówiona na pieczarkę. Z długą grzywą. Więc niejako wracam do punktu wyjścia 🙂 I muszę przyznać, że nie jest łatwo zapanować nad tą grzywą…

 

 

Jestem bardzo ciekawa, czy jesteście zwolenniczkami długich, czy krótkich włosów? Ja większość życia powtarzałam, że na pewno „na starość” nie zetnę włosów na krótko. A tu proszę, coraz bardziej upodabniam się do mojej mamy 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Dla mnie bomba 🙂 elegancki seksapil z pazurem 😀

    • Chciałabym tu teraz wstawić jakąś super roześmianą od ucha do ucha buźkę, ale nie umiem 😉

  • Wygląda na to, że fryzjerzy jednak jakąś rację mieli odnośnie długości.. 😉 Pasuje Ci perfekcyjnie ❤
    Ale czekaj.. czy ja dobrze rozumiem, że przeżyłaś rozjaśnianie po hennowaniu na ciemno? O.o

    • Ale powiem Ci, że nie chciałabyś tego widzieć 😉 Połowa włosów do ścięcia, bo mniej więcej od połowy w dół były zielone. Normalnie Ania z Zielonego Wzgórza… 😉 Więc plotki o tym, że nie można rozjaśniać po hennie nie są tylko plotkami 🙂

      • Cholera, sądziłam, że może znalazłaś jakiś magiczny sposób.. 😀

        • Tak znalazłam – ściąć wszystko co było hennowane i dopiero rozjaśniać … 😉