Szczęście, Uncategorized

Czego nauczyły mnie moje dzieci i macierzyństwo

Hej 🙂

 

Macierzyństwo, a dokładniej moje dzieci nauczyły mnie wielu ważnych umiejętności. Nauczyły mnie również dużo o świecie i o mnie samej. Nauczyły mnie, między innymi, pięknie i soczyście przeklinać w myślach, a czasami nawet na głos (a mówi się, że dzieci uczą rodziców cierpliwości – hmm na pewno nie mnie). Nauczyły mnie, że nie wszystko w życiu można osiągnąć grzecznie o to prosząc (pan Carnegie by się ze mną nie zgodził i zachęcał do uśmiechu i pochwał, no ale cóż…). Wreszcie nauczyły mnie, że zasada 5 sekund rzeczywiście działa i nie umiera się od czegoś, co przed chwilą spadło na ziemię (ale 5 sekund! pamiętajcie o tym). Aczkolwiek dziś o czymś zupełnie innym.

 

 

Dziś opowiem Wam o być może największej umiejętności, jakiej codziennie uczę się od moich dzieci. A mam na myśli odpuszczanie emocji.

 

 

Otóż moje córki są mistrzyniami w przechodzeniu w ciągu sekundy z płaczu do śmiechu, ze złości i niemal nienawiści do miłości i czułości. One złoszczą się i płaczą, by następnie natychmiast powrócić do normalnego stanu, bez najmniejszego cienia wyrzutów sumienia.

 

I mimo mojego dzisiejszego najwyraźniej bardzo poetyckiego nastroju (patrz te rymy w poprzednim akapicie), to chcę tutaj przekazać właściwie bardzo prostą rzecz. Choć dla mnie dużo trudniejszą niż dla nich. Moje córki nie przejmują się złymi emocjami. Nie rozkładają dopiero co przebytej awantury z mamą na czynniki pierwsze. Nie rozdmuchują przesadnie swoich emocji ani nie mają wyrzutów sumienia. W całkowicie naturalny sposób akceptują swoje emocje i pozwalają im odejść. Uznają chyba, że tak pozytywne, jak i negatywne są jak najbardziej normalne. Po prostu ludzkie. A zatem dają im ujście, by już za chwilę móc się cieszyć i radować. Więcej – one nawet bez problemu akceptują MOJE emocje i nie mają do mnie o nie pretensji.

 

 

Mi nie przychodzi to niestety tak łatwo. Im bardziej wydaje mi się, że już wreszcie staję się tą spokojną, cierpliwą, akceptującą i wspierającą matką i partnerką, im bardziej zachwycam się tym, jaka wspaniała przemiana się we mnie dokonała, tym gwałtowniej następuje wielkie BAM. Wybucham z powodu jakiejś nieznaczącej rzeczy. A po tym już następuje seria nieustannego przechodzenia przez dwa stany na zmianę: szukania winy w tym nieszczęśniku, który był zapalnikiem wybuchu („dziecko, ja nie chciałam krzyknąć, ale gdybyś mnie tak mocno nie zdenerwowała…”) albo szukania winy w sobie („to biedne dziecko niczemu nie jest winne, to ja jestem beznadziejną mamą”). I następuje niekończące rozpamiętywanie. I tu piszę dziecko, ale czasami przecież nawet kotu się dostaje. Tylko Pan Ślimak spokojnie nas wszystkich obserwuje i, na razie, nie wywołuje awantur.

 

 

O ile prościej byłoby czasami się nawet zezłościć, a potem szybko tę złość zaakceptować i równie szybko pozwolić jej odejść. Złość jest gdzieś we mnie i będzie się pojawiać. I już. Próbuję dostrzec, kiedy się pojawia, aby zadziałać zanim wybuchnie. Dopóki jednak wychodzi mi to średnio, to przynajmniej teraz wiem, że nie ma najmniejszego sensu żyć tym, co już się wydarzyło. Nie ma sensu rozpamiętywać i dalej „złościć się złością”. Nie wiem, dlaczego dziś cały dzień chodzi mi po głowie Edytka ze swoim tekstem: „Mogę jak Etna zbudzić się, więc nie złość mnie…”. Ale kiedy już mnie zezłościsz droga córko, a właściwie, kiedy ja SIĘ zezłoszczę, obiecuję równie szybko powrócić do bycia normalną, pogodną mną.

 

 

 

 

 

 

Wypiła kawę i padła:

 

A tu najmłodsza matka karmiąca na ziemii:

A tu najmłodsza matka karmiąca na ziemii

 

 

 

  • Pewne zachowania dzieci są dobre. Niestety społeczeństwo i współżycie z innymi ludźmi skutecznie je z nich wyczyści. Ale na razie możesz się cieszyć tym nieskalanym, dziecięcym i czystym sposobem postrzegania świata i zachowania 🙂

    • Ojej jak to pesymistycznie zabrzmiało 😉 Ale masz rację niestety. Sama nawet już się kilka razy złapałam na tym, jakie pranie mózgu im robię nieświadomie w niektórych sytuacjach, mimo że bardzo nie chciałabym czegoś takiego robić… A one chłoną.

  • Bardzo przyjemny tekst i przede wszystkim normalny. Ja mam już dość tych ślicznych dzieciaczków które nie płaczą, nie ślinią się, zawsze się słuchają rodziców.. jedną wielka bujda, a życie wcale tak nie wygląda. Każdemu w końcu może skończyć się cierpliwość, każdy ma słabszy i lepszy dzień. Ale jedno jest pewne.. Nie mam najmniejszych wątpliwości że macierzyństwo to prawdziwa szkoła przetrwania 😂

    • Oj tak, wręcz czasami walka o przetrwanie 😉 Ja myślę, że gdyby kobiety chętniej dzieliły się tym, że nie zawsze jest kolorowo, to niektórym młodym mamom byłoby łatwiej. Oczywiście, że macierzyństwo jest też fajne a narodziny dziecka to prawdziwy cud, no ale są i gorsze strony – jak ze wszystkim. Ja przez pierwszy rok niestety bardzo się porównywałam do tych „fajniejszych” mam, które są zawsze uśmiechnięte i kochające i dają radę ze wszystkim. Wręcz czasami myślałam, że tylko ja jedna jakoś nie do końca sobie radzę. A dopiero kiedy zaczęłam (nieśmiało) o tym rozmawiać z najbliższymi, to okazało się, że rodzicielstwo po prostu jest cholernie ciężkie i (prawie?) każdy ma czasami dosyć wszystkiego, łącznie z dzieckiem, mimo całej miłości do niego. Tylko trochę głupio jest się do tego przyznać 😉

      • To jest chore ale te cud mamuśki nakręcają gigantyczną machinę zła.. mnie to przeraża. jakiś czas temu czytałam wyznanie dziewczyny, która nie kocha własnego dziecka.. to dopiero jest straszne nie tylko dla niej dla i dla malucha. Zamiast nastawiać młode kobiety, że to wcale tak pięknie nie jest, że po porodzie jesteś laska, latasz w szpilkach po domu i z wózkiem, wszystko jest ogarnięte i wszyscy dookoła zadowoleni. To jest straszne i warto mówić o tym, że to wcale tak nie wygląda. Ja podziwiam każdego rodzica, który jest w stanie choć w minimalnym stopniu ogarnąć cokolwiek 😀 nawet zakupy 😀

        • Haha dokładnie, zdarza się, że nawet drobne rzeczy zwłaszcza w tym początkowym czasie stają się niezłym wysiłkiem. Na szczęście stopniowo się człowiek przyzwyczaja do funkcjonowania w tych „trochę innych” warunkach 😉

  • Nikuś

    Wspaniały tekst Kochana!!!Podpisuje się pod nim całym sercem:-)))