Domowe kosmetyki, Naturalne kosmetyki, Przepisy, Uncategorized

Czy naturalne dezodoranty działają? Bardzo prosty przepis na dezodorant w sprayu

Hej 🙂

 

 

Jeśli już jakiś czas mnie czytasz, to być może zauważyłaś, że nie przejawiam postawy „wszystko albo nic” w kwestii kosmetyków. Właściwie to chyba w żadnej kwestii. Umiar i rozwaga to coś do czego dążę. Nie namawiam Cię zatem do porzucenia wszystkich Twoich kosmetycznych grzeszków. Jeśli ciągnie Cię na naturalną stronę mocy, ale nie znalazłaś jeszcze idealnego zamiennika swojego ulubionego drogeryjnego podkładu, no to używaj sobie tego swojego niezawodnego. W końcu na pewno trafisz i na naturalny ideał.

 

 

 

Namawiam jednak do pewnych ograniczeń. A raczej nie ograniczeń, bo to nie brzmi zachęcająco. Namawiam do wprowadzania drobnych zmian i ulepszeń. Może zaczniesz od naturalnego mydła i żelu pod prysznic? Może spróbujesz przynajmniej w weekendy zastąpić swój antyperspirant czymś troszeczkę bardziej naturalnym?

 

 

 

 

Jeśli masz ochotę wprowadzać drobne zmiany, to zachęcam do wypróbowania tego BARDZO prostego przepisu na naturalny dezodorant w sprayu. Ja stosuję go zamiennie z moimi innymi dezodorującymi ulubieńcami (obecnie króluje u mnie naturalny dezodorant Weledy). Obawam się, że jeśli miałabym spędzić pół dnia na zakupach (i to nie tych internetowych), to mógłby on być zbyt delikatny. Jednak na takie moje zwykłe, codzienne domowe dni jak najbardziej się nadaje.

 

Składniki:

  • 100 ml wody
  • pół łyżeczki sody
  • kilka kropli olejku eterycznego

 

 

Wykonanie:

Wymieszać.

 

 

Tak, nie ma chyba prostszego przepisu na dezodorant 😉

Wszystkie składniki należy dokładnie wymieszać w buteleczce z rozpylaczem i gotowe. Ja (oczywiście) użyłam olejku lawendowego, bo nie mogę żyć obecnie bez lawendy… Ale możesz wybrać dowolny olejek, najlepiej jednak taki o właściwościach antybakteryjnych.

 

 

No i czy on działa? Tak, działa, choć muszę uprzedzić, że jest dość delikatny. Jeśli masz zatem w planach bardzo intensywny dzień, to nie dam głowy, czy na pewno sobie poradzi.

Co do samego zastosowania to też mam małą sugestię – nie wybieraj na ten dezodorant pięknej buteleczki rozpylającej malutką mgiełkę, bo później trzeba się nieźle namachać, aby odpowiednią ilość produktu nanieść na wskazane do tego miejsce…

Osobiście dużo bardziej wolę kremową wersję dezodorantu DIY, na którą przepis podawałam tutaj. Tę jednak również podaję, bo jest to, coś, czego z powodzeniem używam w ostatnim czasie. A nawet jeśli stwierdzicie, że ten dezodorant jednak się u Was nie sprawdza, to nie jest szkoda się go pozbyć, bo to jest chyba najtańszy kosmetyk, jaki udało mi się stworzyć w domowych pieleszach 🙂

 

 

Czekam na Wasze przepisy na naturalne dezodoranty, jeśli już zdarzyło Wam się takowe kiedykolwiek wyczarować 🙂

 

 

 

 

 

 

  • Nikuś

    Jak skończę moje Pony Hutchen zrobię sobie taki w sprayu pachnący według Twojego przepisu:-)

    • Ja jak skończę moje, to kupię Pony Hutchen… 🙂

  • Fajny pomysł 😁 ja słyszałam o wspieraniu pod paszki glinki ale widok urypanej łazienki mnie zniechęcił. Za to oświadczam, że w pełni przeszłam na naturalne dezodoranty.. obecnie shmidt’s a w kolejce czeka Pony Hutchen 😊 wyznaje podobne podejście jeśli chodzi o przejście na naturalną stronę mocy 😁 pomału, stopniowo i do celu. W ten sposób udało mi się wyeliminować już z kilku działów kiepska chemię choć wciąż kilka produktów mi zalega.. I kilka zawsze dochodzi po różnych spotkaniach blogerskich 😧 na szczęście jest tego dużo mniej niż rok temu 😁

    • Też sobie jakoś nie wyobrażam z tą glinką 😉 No właśnie, pomału, wspólnymi siłami damy radę 😉

  • Kolejna fanka Pony Hutchen się zgłasza:) hihi;)
    Ja robiłam dezodorant oliwę magnezową- w niestresujących momentach był ok, ale nie można było na nim zawsze polegać.

    • Pony chyba nie da się nie lubić 😉 Oliwa magnezowa ciekawa sprawa, bo chyba też ogólnie dobrze działa na organizm?

      • Tak to prosty sposób żeby dostarczyć organizmowi magnezu:)

  • Ale czekaj, tak bez konserwantu? O.o
    Też jestem raczej fanką domowej, kremowej wersji :)) Tylko zamiast mąki używam białej glinki ;D
    Ale Pony Hutchen też mam na swojej magicznej liście chciejstw 🙂

    • To raczej taki dezodorant do krótkiego użytku 🙂 Oj Pony, ile to już razy ja go w ostatnich miesiącach dodawałam do koszyka w sklepie… 🙂