Denko, Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Pielęgnacja włosów, Uncategorized

Denko 3/2017 czerwiec 2017

Hej:)

 

Tym razem do denka dobrnęłam tylko w kilku produktach. Ale za to są to całkiem ciekawe kosmetyki i lubiłam z nich korzystać, dlatego podzielę się nimi z Wami już teraz. Mogę wręcz powiedzieć, że to moi denkowi ulubieńcy. Wykończyłam dwa żele pod prysznic, peeling do ciała, szampon, odżywkę do włosów, olejek do ciała i serum do twarzy. Szczegóły poniżej.

 

 

 

  • oliwkowy płyn pod prysznic Planeta Organica

Żel pod prysznic na bazie organicznej oliwy. Nie zawiera syntetycznych barwników, SLS, parabenów. Całkiem dobry produkt. Dobrze się pienił, dobrze mył. Jedyny minus to to, że był lekko wodnisty, ale to się zdarza w przypadku trochę bardziej naturalnych produktów. Zapach może nie jakiś niesamowity, ale nie przeszkadzał w używaniu żelu. Bardzo duży plus za wygodną butelkę z pompką – zresztą ten sposób wydobywania produktu podobał się nie tylko mi, ale też moim dzieciom, przez co żel skończył się trochę szybciej 😉 Na szczęście cena jest całkiem znośna (porównanie cen macie tutaj).

 

 

  • żel pod prysznic Born to Bio

Żel o zapachu Monoi Coco. Bardzo mi się ten zapach podobał. Pienił się chyba trochę mniej niż oliwkowy żel z Planeta Organica, ale nie było najgorzej. Żel ma certyfikat Ecocert i 99,5% składników ma pochodzenie naturalne. Mył dobrze, ale przede wszystkim był przyjemny w użyciu ze względu na zapach. W przyszłości na pewno wypróbuję żel pod prysznic Born to Bio o innym zapachu, bo wybór mają całkiem spory. Do tego zapachu pewnie też kiedyś wrócę.

 

 

 

 

  • solny peeling do ciała Fresh&Natural o zapachu Tropikalnym

Miał bardzo przyjemny zapach. Jest to peeling dość delikatny, nie jestem przyzwyczajona do takiej konsystencji w przypadku peelingu do ciała i na przykład do nóg brakowało mi mocniejszego zdzierania (zazwyczaj używam peelingów cukrowych lub z kawy). Ten był na tyle delikatny, że używałam go nawet do skóry dekoltu, a nigdy do tej strefy takich peelingów nie używam. Ale i tak pasował mi ten produkt.

Ten kosmetyk, jak to większość tego typu produktów, pozostawiał też na skórze lekko tłustawy film. Ale to było takie delikatne i przyjemne nawilżenie i natłuszczenie, nie przesadne. Jednym słowem, bardzo dobry, przyjemny, naturalny, delikatny produkt. Na pewno zapoznam się z innymi produktami tej marki, bo ich solny peeling bardzo polubiłam.

 

 

 

  • lniana maska do włosów Sylveco

Stosowałam ją i jako maskę przed myciem włosów szamponem i jako odżywkę po myciu i w obu przypadkach sprawdzała się dobrze. Minus jest taki, że skończyła mi się bardzo szybko. Nie jest w ogóle wydajna (jakbym miała grubsze i gęstsze włosy, to już w ogóle wolę nie myśleć, jak szybko by się skończyła). Ale za to, jak już pisałam w tym wpisie o tej masce, bardzo ją polubiłam i prawdopodobnie jeszcze będę do niej wracać. Podobał mi się też ten słoiczek i cała jego kolorystyka 😉 Maskę znajdziecie tutaj.

 

 

  • Ajurwedyjski szampon do włosów Orientana Imbir i Trawa cytrynowa

To mój absolutny ulubieniec wśród szamponów. O nim także już pisałam (tutaj), a jest to dokładnie ten szampon. Od razu kupiłabym kolejny, gdyby nie to, że po pierwsze mam jeszcze kilka szamponów w domu, po drugie jestem ciekawa też innych produktów. Zauważyłam też, że moje włosy w jakiś sposób przyzwyczajają się do często używanych produktów i lepiej wyglądają, gdy od czasu do czasu robię im przerwę nawet od tych ulubionych produktów. Jednak na pewno do tego szamponu Orientany wrócę, bo to jak na razie chyba nie było do tej pory szamponu, który lubiłabym bardziej. Ten szampon widać po prostu łączy w sobie wszystko to, co lubię – dobre naturalne składniki, świetne działanie na moje włosy i cudowny zapach.

 

 

 

 

  • olejek Bio-Oil

Mniejszej buteleczki używałam od połowy pierwszej ciąży i po niej. Olejek kupiłam również pod koniec drugiej ciąży. Jeśli kupiłam drugi raz, oznacza to że dobrze się u mnie sprawdzał. Pasowała mi konsystencja tego olejku – nie jest zbyt tłusty i treściwy, ale dość lekki. Nie zapobiegł niestety ciążowym rozstępom, ale fajnie wygładzał i ujędrniał skórę. Co ciekawe, przy pierwszym opakowaniu stwierdziłam, że jest strasznie mało wydajny, a drugiej buteleczki w ogóle nie mogłam wykończyć… (a chciałam go wykończyć, bo w zapasie czekał bardziej naturalny olejek Orientany). Ja już na pewno do niego nie wrócę, ale nie mogę o nim napisać nic złego. Był całkiem niezły. A tym głupim rozstępom, to chyba nic by nie zapobiegło 😉

 

 

 

 

  • serum Kiehl’s Midnight Recovery Concentrate

Ostatnio o nim pisałam (wpis tutaj). W buteleczce pozostało mi jeszcze dosłownie kilka kropelek, więc na pewno zużyję je do końca w ciągu najbliższego tygodnia lub dwóch. Tak, jak już pisałam, serum jest bardzo dobre, choć bardzo drogie 😉 ale też bardzo wydajne. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to zachęcam do przeczytania mojej recenzji tego produktu.

 

 

 

 

To już wszystkie wykończone w ostatnim czasie kosmetyki (chyba, że coś z rozpędu wyrzuciłam i nie pamiętam). Większość z moich zdenkowanych kosmetyków to produkty do ciała lub włosów. Ciekawa jestem czy w moich denkach w ogóle pojawią się jakieś produkty do makijażu – jak widać używam ich w niewielkich ilościach.

 

Jak widzicie, wszystkie kosmetyki z dzisiejszego denka lubiłam stosować i nie mam do nich szczególnie dużych zastrzeżeń. Ale u mnie to chyba tak jest, że jeśli coś mi pasuje, to tego używam cały czas i wtedy trafia do denka, a gdy jakiś kosmetyk mi nie do końca pasuje, to odkładam go na półkę i sięgam po coś innego. Chyba najwyższa pora wykończyć też te nie do końca trafione zakupy. Może pojawią się w następnym denku 😉

 

 

BUZIAKI!!!

 

 

 

 

 

 

  • Solny peeling wygląda bardzo ciekawie

    • Dorota

      Jest bardzo delikatny, ale przyjemnie się go używa i świetnie pachnie 🙂