Denko, Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Pielęgnacja włosów, Uncategorized

Duże denko wrzesień 2017

Hej 🙂

 

 

Troszkę nazbierałam. Niektóre opakowania leżały w szufladzie kilka miesięcy i w sumie sama nie wiem, na co czekały. Niektóre produkty nie pozwoliły mi się do końca zużyć, ponieważ złośliwie postanowiły się przeterminować. A niektóre znowu z rozpędu już wskoczyły do śmietnika. Pomiędzy naturalnymi pojawiło się jeszcze kilka tych „złych i niedobrych” nienaturalnych kosmetyków. Zapraszam na wrześniowe denko 🙂

 

 

 

PIELĘGNACJA  CIAŁA

Zużyłam dwa przecudnie pachnące peelingi kawowe. Mała saszetka BodyBoom sprawiła mi tyle radości i przyjemnych doznań, niczym cała tabliczka czekolady pochłonięta na raz. Przepiękny bananowo-kawowy, smakowity zapach sprawiał, że miałam ochotę codziennie robić peeling. Druga większa saszetka, czyli peeling kawowy Efektima, który kupiłam w Rossmannie, nie pobiła zapachu BodyBoom, aczkolwiek była równie przyjemna w użytkowaniu. W przypadku tego drugiego chyba nawet trochę bardziej czuć moc olejków na skórze. Do kompletu zużyłam jeszcze kremowy olejek pod prysznic Alterry Malwa i Szarłat. Nie mam pojęcia dlaczego tak się nazywa, gdyż jest to po prostu dość gęsty krem, ale też bardzo lubiłam z niego korzystać. Nie tylko nie wysuszał, ale wręcz pozostawiał skórę przyjemnie nawilżoną. Ale uwaga, bo prawie w ogóle się nie pienił, więc jeśli koniecznie musicie mieć do mycia coś co się pieni, to po ten żel pod prysznic nie sięgajcie 😉

 

 

 

PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Do denka trafiło kilka opakowań po odżywkach i maskach do włosów. Właściwie z każdej z nich byłam zadowolona. Pierwsza, to odżywka do włosów Orientana Imbir i Trawa Cytrynowa (nie tak dobra, jak szampon z tej serii, ale też całkiem całkiem). Zużyłam ją już na pewno dość dawno temu i nie wiem, jakim cudem w ogóle trafiła do tego denka 😉 Kolejna odżywka, to nieduża tubka Phytokeratine, a w zasadzie ultra-regenerująca maska do włosów. Bardzo ładnie wygładzała włosy, czasami wyglądały rzeczywiście tak ładnie, jak kiedyś, gdy miałam wykonywany zabieg keratynowy. Lecz również łatwo było z nią przesadzić, jeśli tylko zostawiałam ją na włosach o minutę dłużej niż powinnam lub używałam zbyt często.

Kolejna odżywka, a właściwie odżywczy krem bez spłukiwania L’Oreal z serii Elseve, trochę ciężko mi to przechodzi przez klawiaturę na blogu o naturalnych kosmetykach, ale niestety muszę przyznać, że był bardzo dobry 😉 Ten krem świetnie się u mnie sprawdzał. I to chyba jest jedyna odżywka bez spłukiwania, która moich włosów absolutnie nie przeciążała.

I ostatnia spośród produktów odżywiających moje włosy, lecz najbardziej przeze mnie lubiana – maska z awokado i migdałami Cosnature. O niej już pisałam więcej tutaj, czyli w moim ostatnim wpisie. Ale maska świetnie regenerowała i nawilżała moje włosy.

I na koniec jeden szampon, czyli Marokańska Księżna Organic Shop. Bardzo dobry nawilżający szampon. Jedynie opakowanie mnie denerwowało. Dlaczego jeden szampon na cztery odżywki? Nie mam pojęcia jak to się stało.

 

 

 

PIELĘGNACJA TWARZY

Spośród wszystkich kosmetyków do pielęgnacji twarzy, które zużyłam w ostatnim czasie moim zdecydowanym ulubieńcem była woda lawendowa Your Natural Side. Może już zdążyłyście zauważyć, że uwielbiam zapach lawendy? Jeśli nie zauważyłyście, to mówię Wam to: kocham lawendę! Używałam głównie do tonizowania skóry, rano i wieczorem.

Jeśli już piszę o zapachu, to bardzo podobał mi się również ten, którym raczył mnie płyn micelarny Resibo. Zauważyłam, że zapach tego produktu miał dla mnie nawet większe znaczenie, niż jego skuteczność. Oczywiście, gdyby w ogóle nie działał, to pewnie nie chciałabym go używać. Ale skoro działał w miarę nieźle, to sięgałam po niego bardzo często, a demakijaż stawał się przyjemnym rytuałem.

Do oczyszczania twarzy bardzo lubiłam również żel Orientany Aloes i Papaja z drobinkami ryżu. Najbardziej lubiłam używać go rano. Żel pozostawiał skórę dobrze oczyszczoną, pięknie wygładzoną i przyjemnie nawilżoną. Jedynie zapach mógłby mieć ładniejszy. Druga buteleczka żelu do twarzy, którą widzicie na zdjęciu to żel rumiankowy Sylveco. Bardzo go lubiłam, dobrze działał, oczyszczał mocniej niż ten Orientany i łagodził niedoskonałości. Niestety nie zdążyłam go zużyć. Z jakiegoś powodu trafił do szafki, tam przezimował, a gdy go wyjęłam, okazało się, że termin ważności minął… dawno.

Zużyłam dwie saszetki maseczek do twarzy. Pierwszą maseczkę znalazłam w Naturalnie z Pudełka – normalizująca maseczka do twarzy do cery tłustej i normalnej Vianka bardzo mi się spodobała po tych dwóch użyciach, na które wystarczyła. Jest to maseczka z glinką zieloną i węglem aktywnym i właśnie maseczki z glinkami zdecydowanie lubię. Zaraz po użyciu skóra jest bardzo gładziutka, ale też fajnie nawilżona. Jak jednak sprawowałaby się na dłuższą metę, to niestety nie mogę powiedzieć. Możliwe, że wkrótce jeszcze po nią sięgnę. Druga, to maska relaksująca Lavera. Żeby ona mnie czy moją skórę jakoś super zrelaksowała, to nie mogę powiedzieć. Ale na pewno była to przyjemna nawilżająca, regenerująca maska.

 

Ostatnim kosmetykiem do pielęgnacji twarzy, który WRESZCIE zużyłam jest krem nawilżający z olejkiem arganowym z filtrem SPF 30 od 100% Pure. O nim również już pisałam. Ten krem zdecydowanie nie pasował do potrzeb mojej cery. Sprawiał, że przetłuszczała się ona jeszcze mocniej niż normalnie, a do tego niestety bielił skórę. W jakichś lepszych momentach udawało mi się go używać. Od czasu do czasu smarowałam nim dziewczynki, bo dla ich normalnej skóry był bardzo dobry.

 

 

No i na koniec jeszcze opakowanie po zużytym dezodorancie Schmidt’s, ale Schmidt’sa w nim nie było, a mój naturalny dezodorant made by Dorota (przepis jest tutaj, jeśli jesteście zainteresowane). O moim dezodorancie ostatnio nie mogę powiedzieć złego słowa. W 95% przypadków radzi sobie świetnie. Do tego pięknie pachnie. Do tego robi się go szybko. Do tego z minimalnej ilości składników. Oczywiście zrobiłam już następną porcję.

 

To wszystko, co udało mi się zachować do zdjęć, choć nie wiem dlaczego część opakowań zniknęłą. Tutaj lub poniżej znajdziecie bardziej rozbudowaną wersję tego denka na YT:

BUZIAKI!!! 🙂