Relaksacja, Rozwój, Szczęście, Uncategorized

Jak radzę sobie ze stresem? Proste techniki relaksacyjne dla każdego nerwusa i panikarza

Hejka hejka 🙂

 

 

Siedzę sobie grzecznie w domu, jestem w miarę spokojna i nagle przypomina mi się to coś. Czuję rosnącą w gardle gulę lub ścisk w żołądku. Myśli zaczynają krążyć coraz szybciej. Czasami pojawia się strach, czasami wściekłość – zależy w którą stronę podąży umysł. I nagle z jednej małej myśli, czyjegoś słowa lub wydarzenia robi się burza. We mnie. Normalka. Takie życie nerwusa.

 

 

 

 

Każdy, kto zna mnie osobiście zapewne zauważył, że jestem „TROSZECZKĘ” panikującą osobą. Jednym słowem stresuję się każdą pierdołą i boję się każdej sytuacji. Do tego nadal jestem małym nerwusem i dość łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. I nie, żebym się przechwalała, ale ostatnio życie mnie rozpieszcza i daje powody do ciągłych nerwów (omatkoświęta jak ja narzekam na tym blogu…:)). Tak, tak, wiem, że inni mają gorzej 😉 Ale ponieważ czasami się denerwuję, a czasami czuję, że wszystko mnie przerasta, a życie z takim uczuciem nie jest łatwe, fajne i radosne, to i coś muszę z tym robić. Z przeróżnych przećwiczonych technik, najlepiej działa to, co poniżej.

 

 

 

 

 

1 –  spacery i bieganie

Mimo że mam teraz taką możliwość, aby do pracy woziła mnie moja srebrna Renia, to, kiedy tylko się da, chodzę. Zazwyczaj szybkim krokiem, albo czasami trochę wolniejszym, kiedy dziewczyny postanowią poszaleć w nocy. Ale idę. Na nogach. Własnych. I jakoś tak łatwiej się robi, kiedy te dwa razy dziennie przez pół godziny maszeruję. Myślę, że jeszcze lepsze efekty przyniosłoby bieganie, no ale bez przesady 😉 Może kiedyś. Teraz jeszcze nie jestem na to gotowa. Gdy tylko mogę pochodzić więcej, nie zastanawiam się.

 

AKTUALIZACJA wpis zaczęłam pisać już jakiś czas temu, a teraz wreszcie biegam i jako rozwiązanie antystresowe mogę z całego serca polecić. Działanie rozchmurzające conajmniej o 50% bardziej skuteczne od chodzenia!!!

 

2 – obserwacja

To, co chyba jest najbardziej niebezpieczne w przypadku takich nerwusów, jak ja, to zapętlanie się i dosłownie topienie w tych negatywnych emocjach i negatywnych myślach. Dlatego, kiedy tylko w tych trudniejszych chwilach pojawi się u mnie moment trzeźwego myślenia, staram się uchwycić kropelkę trzeźwości umysłu i nie zagłębiać bardziej i bardziej w emocjach.

 

Nie próbuję jednak uspokoić się na siłę. Po prostu obserwuję to, co czuję. Trochę mniej słucham krążących po głowie myśli, a bardziej koncentruję się na ciele. Przede wszystkim próbuję odnaleźć nerwy w ciele. Sprawdzam, co w danym momencie cierpi – czy to ucisk w klatce piersiowej, czy może zdenerwowanie siedzi w gardle. I to działa, bo taka obserwowana emocja po (dłuższej lub krótszej) chwili zaczyna wygasać, a ostatecznie znika. Po chwili można już na spokojnie się zastanowić, czy obiektywnie sytuacja wygląda tak źle, jak mi się wydawało i ewentualnie poszukać rozwiązania lub pogodzić się z tym, co jest. Sprawdzone również na dzieciach 😉

 

3 – oddech

Proste jak barszcz. Niemal od urodzenia słyszymy na każdym kroku „weź głęboki oddech”. Wszyscy o tym wiemy, a jednak prawie nigdy nie korzystamy z tej rady. Moc oddechu nie jest doceniana w naszym społeczeństwie. A to jest najprostszy, zawsze dostępny sposób radzenia sobie ze stresem. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech… itd i znowu obserwujemy.

 

Jednym z fajniejszych dla mnie ćwiczeń oddechowych jest kwadratowy oddech (choć pewnie nazywa się to jakoś inaczej). Bardzo prosta technika, ale jednocześnie skuteczna. Robisz wdech licząc w myślach do czterech, następnie wstrzymujesz powietrze również na cztery, wydychasz na cztery i wstrzymujesz oddech na cztery. Możemy też wydech robić dwa razy dłuższy niż wdech, czy nawet (to już dla bardziej zakręconych) wyobrażać sobie, że podczas wdechu przyjmujemy do siebie pozytywną energię (np miłość), a wydychając pozbywamy się wszystkiego tego, co złe i negatywne. Dziwne, ale działa…

 

 

 

 

4 – pobyt w naturze

Mam może trochę łatwiej niż część miastowych, bo wyglądając przez okno, widzę drzewa. I w sumie już nawet krótka obserwacja pobliskich krzaków mi pomaga. Dlatego też chyba tak bardzo lubię moje poranne spacery do pracy. Bo może nie idę przez las ani park, ale trochę tej zieleni mam dookoła i to mnie na serio uspokaja.

 

A już krótki spacer po lesie czy nad jeziorkiem daje bardzo wiele pozytywnej energii, a raczej takiego zwykłego spokoju. W lesie czas płynie wolniej, spokojniej i to się udziela. Polecam zarówno spacery z bliskimi, jak i te samotne. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że samotne patrzenie na jezioro działa na mnie tak, że chyba jezioro powinno zacząć pobierać ode mnie opłaty za terapię.

 

5 – planowanie i działanie

Spisuję wszystko, dosłownie wszystko co mi przyjdzie do głowy z jak największą szczegółowością a następnie wybieram te kilka rzeczy które aktualnie jestem w stanie zrobić, nawet jeśli to jest w danym momencie jedynie umycie toalety. Nie jest to może jakaś typowa technika relaksacyjna, ale w tych gorszych chwilach pozwala trochę bardziej zapanować nad własnym życiem i emocjami.

 

Zaczynam zajmować się działaniem, a nie myśleniem i emocje odsuwają się na bok. I osobiście jestem zdania, że nie jest to wyjście idealne, bo odsunięte na bok emocje nigdy do końca nie znikną, a mogą się wręcz nawarstwiać. Ale są takie momenty, kiedy już na spokojnie nie jesteśmy w stanie rozprawić się z tym, co się w nas dzieje. Może więc lepiej przeczekać i powrócić do tego, co odsunięte, za jakiś czas, kiedy fala emocjonalna trochę osłabnie. Przynajmniej u mnie często to się sprawdza.

 

6 – wsparcie bliskich

I to nie rady, nie typowa pomoc w rozwiązywaniu problemów. Zwykłe wsparcie, obecność – to wystarczy, aby było choć trochę łatwiej. Jeśli mamy do dyspozycji jakąś osobę, która lubi kawę i jest prawdopodobieństwo, że będzie panikowała trochę mniej od nas, to warto ją wykorzystać do swoich celów 🙂

 

Mama, babcia, koleżanka, sąsiadka czy kolega z pracy – w zasadzie to nie ma znaczenia, ale pod pewnymi warunkami. Większość mam i babć może się wbrew pozorom do tego nie nadawać. Będą się na tyle martwić, że jeszcze pogorszą Twój stan. Albo mój 😉 Chyba, że jest to taki mistrz zen w skórze babci. Na pewno jednak dobrze jest wybrać w takim celu osobę, która jest do nas pozytywnie nastawiona, jest empatyczna, ale nie będzie podchodzić do sprawy tak emocjonalnie, jak my nerwusy. Osobiście wybieram też raczej takie osoby, które wysłuchają, ale nie będą mnie zasypywać złotymi radami, bo to zazwyczaj jeszcze bardziej mnie wkurza lub załamuje 😉

 

7 – głaskanie mruczącego kota

No serio 🙂 W pewnych baaaardzo rzadkich przypadkach wrodzonej nienawiści do kota ta technika może wymagać trochę wysiłku, ale nawet u takich dziwnych osób działa 😉

 

 

I nie, nie udało mi się jeszcze całkowicie zapanować nad emocjami. Bo to jest droga. Na dodatek dość wyboista. I czasami zwyczajnie musimy się jeszcze wkurzyć bez sensu albo przestraszyć, a później nie obwiniać siebie za potknięcie, ale wstać i z mozołem iść dalej. Więc idę 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Nikuś

    Bardzo pomocne rady Kochana! Może ja jeszcze dodam wdychanie olejków eterycznych poprawiających nastrój, zwłaszcza mandarynki, pomarańczy, grejfruta, frankincense i ukochany nard (dzięki Tobie go poznałam:-) Może Kochana popełnisz taki wpis o olejkach i poprawie nastroju?

    • Wpis o olejkach jest w przygotowaniu, bo tutaj w tym jednym chyba nie zmieściłabym się z tym wszystkim, co mam na ten temat do powiedzenia 😉