Szczęście, Uncategorized, W poszukiwaniu prostoty

Jak rozpocząć odgracanie? Pierwsza najważniejsza rada

Hej 🙂

 

 

 

 

W pełni świadomie używam słowa odgracanie, a nie minimalizowanie, bo wydaje mi się, że minimalizm może mieć dla wielu z nas dość negatywne konotacje. Dla jednych może wzbudzać niechęć poprzez skojarzenia z ograniczaniem. Innych może odpychać za sprawą wszędobylskich pięknych, minimalistycznych zdjęć wnętrz na instagramie, których powoli i ja zaczynam mieć po dziurki w nosie 😉

 

 

Jak zacząć odgracanie i nie zniechęcić się po pierwszych pracach w kamieniołomach? A uwierzcie mi, że gdy zaczniemy może się wydawać, że jest to rzecz nie do wykonania, bo nasz normalny dom, który do tej pory nie był idealny, ale też nie wydawał się wcale składowiskiem śmieci, nagle zamienia się w stajnię Augiasza i wysypisko razem wzięte. Prawda jest taka, że ludzki mózg przyzwyczaja się do tego, co na stałe nas otacza. Usuwa również z pola widzenia nadmiar bodźców, aby zanadto nie przeciążać systemu. Gdy jednak zajmiemy się jakąś kwestią, to wyjmując jeden kamień, poruszamy lawinę. To trochę tak, jak wtedy, gdy postanowisz kupić czerwony samochód i nagle na każdym rogu ulicy czyha na Ciebie stado czerwonych samochodów. A gdzie one były do tej pory? No przecież cały czas tam były, tylko Twój mózg nie uznawał za ważne, aby Cię o nich informować.

 

Gdy już zaczniesz odgracanie, na każdym kroku widzisz możliwość pozbycia się kilku przedmiotów. I to jest pozytywny efekt, bo odgracanie odbywa się wtedy niejako automatycznie. Negatywną stroną rozpoczęcia walki z rzeczami jest to, że nagle zaczynasz dostrzegać, jaki nadmiar przedmiotów Cię otacza i nie za bardzo wiesz, co z tym wszystkim zrobić. Bo kosmetyczne buble można wyrzucić, za ciasne ubrania można oddać, ale co zrobić na przykład z szafkami kuchennymi załadowanymi po brzegi przeróżnymi sprzętami, które przecież naprawdę czasami mogą się przydać? A każdy pozostały kąt domu? Każda szafka, regał, półka, pokój, i te pe, i te de. To może być obezwładniające.

 

Równie obezwładniające może być uświadomienie sobie, że po miesiącu ciągłego odgracania i sprzątania, dom nadal mamy zapełniony zbędnymi przedmiotami. Jeszcze gorzej, jeśli te usunięte z domu ustąpiły miejsca nowym, które pojawiły się niezauważalnie i wydawałoby się, że zupełnie bez udziału naszej woli. To właśnie uczucie spotykało mnie wielokrotnie podczas mojej przygody z odgracaniem w ciągu ostatnich kilku lat. Radośnie pozbywałam się 90% zawartości mojej szafy, by po roku przystępować do odgracania po raz kolejny, bo znowu nie miałam w czym chodzić, a szafa pękała w szwach.

 

 

 

Ale dzięki tym wszystkim przejściom z odgracaniem, doszłam do wniosku, że pierwszym i być może najważniejszym krokiem w porządkowaniu przestrzeni i życia nie jest wcale usuwanie.

 

 

 

 

 

 

Co jest zatem dla mnie najważniejsze w drodze do bardziej prostego życia i do bardziej uporządkowanej przestrzeni?

 

U mnie najlepiej działa uświadomienie sobie, co jest dla mnie ważne w życiu. Uświadomienie sobie, co lubię, co sprawia mi przyjemność i radość, czym uwielbiam się zajmować, jakie wartości są dla mnie najważniejsze. I stąd już prosta droga do oczyszczania przestrzeni (i życia w ogóle). Po prostu pozbywamy się wszystkich pozostałych rzeczy (czy obowiązków).

To jest moim zdaniem najłatwiejsza droga, bo nie wychodzimy z pozycji odbierania sobie czegoś. Mamy poczucie pełni, bo zostawiamy to, co jest dla nas ważne i szybko okazuje się wtedy, co tak naprawdę nie ma kompletnie żadnego znaczenia.

 

Przykładowo, moja półka z książkami jest obecnie zapełniona literaturą dotyczącą aromaterapii i masażu. Wygląda zapewne mało minimalistycznie 😉 Ale za to, po pierwsze jest to mój ulubiony kąt w domu i jeśli mam wolną chwilę, to na pewno nie zapomnę, co obecnie chciałabym przeczytać. A po drugie sam widok tych książek sprawia mi niesamowitą radość. I to jest jedna z kilku dziedzin w moim życiu, w której panuje przepych. Ale dzięki temu już wiem, że na przykład zawartość mojej szafy z ubraniami nie ma dla mnie tak dużego znaczenia. A zatem rzeczywiście mogę w niej zostawić tylko to, co niezbędne, a resztę radośnie i z ulgą usunąć z mojego życia. Również decyzje zakupowe są prostsze. Po co mi kolejna torebka, jeśli wiem, że torebki nie sprawiają mi długofalowo takiej radości, jak na przykład kolejna buteleczka olejku eterycznego? A przy tym nie czuję, że w jakiś sposób odmawiam sobie tej kolejnej torebki. Po prostu stwarzam miejsce na coś innego. Dokonuję wyboru.

 

 

 

 

I tak, to jest właśnie moja pierwsza, najważniejsza rada dla wszystkich nowicjuszy w dziedzinie odgracania – przerwijcie na chwilę ten szalony pęd wyrzucania 😉 usiądźcie w spokoju z kartką i ołówkiem w dłoni i zapiszcie sobie co jest dla Was ważne, co lubicie robić, co sprawia Wam niesamowitą radość. A później, po prostu – pozbądźcie się wszystkiego innego 😉

 

 

BUZIAKI!!!

 

 

 

  • Nikuś

    Jak zwykle błyskotliwie napisany artykuł! Brawo! Aż mam ochotę na ś
    wiadome odgracanie:-)))

  • Kasia

    O matko, to właśnie zaraz mnie czeka 🙁 wierzę, że jednak sobie poradzę ;p

    • Kasia, na pewno sobie poradzisz! Trzymam kciuki 🙂