Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized

Krem z filtrem SPF30 100% Pure – dlaczego go nie polubiłam

Hej:)

 

 

Nie lubię, kiedy kupione przeze mnie kosmetyki się u mnie nie sprawdzają. W tym przypadku wina może po części leżeć po mojej stronie, bo po prostu bardzo chciałam, aby ten krem mi pasował i chyba wydawało mi się, że ze względu na mnie, zmieni on swoje właściwości. Zapraszam do krótkiej recenzji nawilżającego kremu z filtrem z olejkiem arganowym 100% PURE.

 

 

Sama idea tworzenia naturalnych kosmetyków wyłącznie z ekstraktów roślinnych bardzo mi się podoba, dlatego też marka 100% Pure od razu wpadła mi w oko. Zanim w moje ręce trafił ten krem, znałam już kilka innych produktów tej firmy (recenzję jednego z nich możecie znaleźć tutaj). Dlatego bardzo liczyłam na to, że w ich ofercie znajdę dobry krem z filtrem UV.

 

Jako pierwsza zainteresowała mnie bezolejowa emulsja z zieloną herbatą 100% Pure. Nie zdecydowałam się jednak na nią, gdy jeszcze była dostępna, natomiast później zniknęła z asortymentu polskiego sklepu lub po prostu ja nigdy nie miałam tyle szczęścia, aby na nią trafić. I podejrzewam, że ta właśnie bezolejowa emulsja byłaby dla mnie dużo lepszym wyborem. Jednak z braku tego produktu, zdecydowałam się wypróbować ten nawilżający krem z olejkiem arganowym, mimo że już z opisu mogłam się domyślać, że niekoniecznie będzie się on u mnie sprawdzał.

 

 

 

 

 

SKŁAD:

Aloe Barbadensis Leaf Extract (Organic Aloe Juice)*, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Rosa Canina Seed (Rosehip Oil) Extract, Tocopherol (Vitamin E), Extracts of: Euphorbia Cerifera Cera (Candelilla Wax), Organic Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf, Origanum Vulgar (Oregano), Thymus Vulgaris (Thyme), Citrus Grandis (Grapefruit Seed) Seed, Hydrastis Canadensis (Goldenseal), Lonicera Caprifolium (Japanese Honeysuckle) and Cinnamomum Zeylanicum Bark (Cinnamon) Active Ingredients: 24.8 % Zinc Oxide * Certified Organic

 

 

 

Krem ma zapewnić odpowiednie nawilżenie i chronić przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB. Zawiera SPF30. Ma on pielęgnować skórę, chronić przed starzeniem i oparzeniami słonecznymi. Składniki zostały tak dobrane, aby produkt intensywnie nawilżał i odżywiał skórę.

 

Krem został stworzony na bazie soku aloesowego, z dużą zawartością olejów (olej arganowy i olej z dzikiej róży), których działanie wzmacnia zielona herbata i ekstrakty ziołowe.

 

Krem jest zapakowany w wygodną tubkę, a całość przychodzi do nas w kartonowym bardzo ładnym opakowaniu. W opakowaniu znajdziemy 50ml produktu. Krem jest wegański.

 

 

 

 

MOJE ODCZUCIA:

 
Ze względu na wysoką zawartość tlenku cynku, krem bieli dość mocno. Nawet producent wspomina o tym w opisie produktu. Zresztą naturalne kosmetyki z filtrami mineralnymi mają to do siebie, że będą bielić skórę ze względu na samą ich formułę (no chyba że będziemy mieć w składzie naturalne pigmenty). Ten aspekt zatem mnie nie odstraszał, bo byłam na niego przygotowana. Po jakichś 15 minutach od nałożenia, krem trochę się wchłania i skóra odzyskuje bardziej naturalny koloryt, ale i tak w moim przypadku konieczne jest nałożenie kolorowego produktu – choćby delikatnego kremu koloryzującego, aby nadać cerze zdrowy odcień.

 

 

Krem dość ciężko się rozprowadza – i tu też tego właśnie się spodziewałam. Przecież on tak naprawdę ma za zadanie zostawić na twarzy warstwę ochronną. Dlatego też zazwyczaj muszę chwilę odczekać, zanim nałożę na twarz makijaż.

 

Moja skóra na twarzy w ciągu ostatnich kilku lat dość intensywnie się zmieniała (może to kwestia hormonów ciążowych i pociążowych). Przechodziła etapy dużego przesuszenia, powrotu do stanu równowagi i cery o właściwościach skóry normalnej, czasami z lekką tendencją do przetłuszczania w strefie T. A od pewnego czasu zmagałam się ze wzmożonym przetłuszczaniem i zmianami trądzikowymi.

 

Z tego powodu ostatnio bardziej sprzyja mi pielęgnacja dopasowana właśnie do cery ze skłonnością do przetłuszczania, nie potrzebuję już natomiast mocno odżywczych kremów (choć czasami ich także używam, w zależności od potrzeb). Dlatego ten krem o dość tłustej, oleistej konsystencji niespecjalnie polubił się z moją skórą. Twarz po jego nałożeniu jest bardzo tłusta i to uczucie bardzo mi się nie podoba. W zależności od dnia, czasami muszę wręcz nakładać puder na twarz, a dla mnie to nie lada wyczyn, bo z jakiegoś powodu nie lubię pudrowania 😉

 

Ale ten krem nałożony na dziecięcą normalną skórę wchłania się bardzo dobrze i nie zostawia aż tak tłustej warstwy. Być może, gdybym miała normalną cerę, to bardziej by mi pasował.

 

Jeśli odczekam kilkanaście minut, to krem zazwyczaj dość dobrze łączy się na twarzy z moim nawilżającym podkładem Emani (jeśli wklepię go gąbeczką). Zazwyczaj, ale niestety nie zawsze.

 

Zauważyłam również, że w ciągu dnia skóra na twarzy delikatnie się ściąga. Staje się jakby lekko przesuszona? Być może to sprawka dużej zawartości tlenku cynku. Nie zawsze mam takie uczucie, ale czasami się ono pojawia.

 

 

Komu więc poleciłabym ten krem? Na pewno nie osobom o cerze tłustej lub nawet mieszanej. Jeśli macie właśnie taką cerę, to raczej wystrzegajcie się go. Być może z cerą normalną będzie trochę lepiej współpracował. Mam też pewne wątpliwości, co do cery mocno przesuszonej – tu zresztą sam producent zaleca nałożenie pod krem warstwy olejku.

 

 

Pozostaje mi zatem napisać jedynie, że krem bardzo ładnie pachnie i nie mogę się już doczekać, kiedy go wykończę (co na szczęście nastąpi niedługo) 🙂

 

 

Znacie ten krem? A może macie jakieś doświadczenie z bezolejową emulsją z filtrem 100% Pure? Być może ona lepiej by się u mnie sprawdzała?