Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized

Maseczki Soaphoria i moja euforia…

Hej 🙂

 

 

Tak, wiem, że mało śmieszny ten tytułowy żart prowadzącego, ale ja się nieźle uśmiałam, gdy wpadłam na ten rym. Chciałam w każdym razie przekazać Wam moje bardzo pozytywne uczucia, jakimi darzę te maseczki.

 

 

Oczywiście maski glinkowe są świetne. Oczywiście bardzo je lubię. Oczywiście cudowne jest w nich nie tylko ich działanie, ale i to że możemy sobie do nich dodawać wszystko to, na co tylko mamy ochotę. Ale ja jestem leniwa (wspominałam już może o tym?). Są dni, gdy lubię mieszać i wymyślać. Czasami jednak wysypanie proszku na dłoń i dodanie do niego wody z niewiadomych przyczyn wydaje mi się straszliwym wysiłkiem. Czasami lubię po prostu wyjąć gotowy kosmetyk i nałożyć go na twarz. W jaki sposób mój mózg odbiera w takich momentach pierwszą czynność, jako niewykonalną? Tego nie potrafię wytłumaczyć. Ale w takich właśnie momentach sięgam ostatnio po czeskie maseczki Soaphoria.

 

Zaczęło się od maski Soaphoria Herbaphoria. Tak mi się spodobała, że po dwóch użyciach zamówiłam następną maseczkę. Glinka bentonitowa, biała glinka i zielona glinka to tylko początek. Intensywny ziołowy zapach tej maski nie pozwoli ukryć zawartej w niej mocy ziołowych ekstraktów. Pokrzywa, rozmaryn, rumianek i szałwia potęgują i uzupełniają działanie glinek. A dodatkowo przypominają o tym, że ta maska to sama natura 🙂

 

 

 

Jako pierwsze zachwyciło mnie urocze opakowanie tej maski. Szklany słoiczek, jak przystało na wyrabiany ręcznie kosmetyk. Niestety wydaje mi się, że marka zmieniła opakowania na plastikowe, gdyż takie właśnie widziałam w obecnej ofercie sklepów. Mam nadzieję, że się mylę (w niektórych ofertach nadal są słoiczki). Mimo że opakowania w teorii nie mają wpływu na działanie kosmetyków, to w praktyce mi dużo większą przyjemność sprawia korzystanie z produktów, których opakowania są również troszeczkę bardziej zgodne z filozofią „powrotu do natury”. A takie małe słoiczki można sobie w ciekawy sposób zaadoptować do swoich ręcznie robionych kosmetyków.

 

Maska Herbaphoria jest przeznaczona dla cery normalnej i mieszanej. Ma przywracać balans skórze, regulować wydzielanie sebum, łagodzić podrażnienia i regenerować skórę. Ma również pomagać w gojeniu i działać antyseptycznie. I już po pierwszym użyciu tej maski, poczuć możemy, jak cera jest świetnie oczyszczona, ale również cudownie ukojona. Jest po prostu czysta, gładka, miękka. Tak, jakby maseczka ściągała ze skóry wszystko, co złe, a jednocześnie pozostawiała ją przyjemnie nawilżoną i odżywioną. Dotleniona to chyba najlepsze słowo, jakim mogę określić ten efekt.

 

Co ciekawe, maska ta jest nie tylko maską, ale może również zastąpić pastę do mycia twarzy i w tej właśnie roli lubię ją chyba jeszcze bardziej. Wystarczy w zwilżoną twarz wmasować odrobinę produktu, a następnie spłukać wodą. I od razu otrzymujemy efekt przyjemnie oczyszczonej skóry. Nie podrażnionej, absolutnie nie napiętej, po prostu czystej. Mam wrażenie, że im częściej używam tej maski, tym moja cera wygląda lepiej. A już na pewno wszelkie niedoskonałości szybciej się goją.

 

 

 

 

 

Druga z masek marki Soaphoria, która trafiła do mojej łazienki, ma przepiękną nazwę Nutriphoria. I jak sama nazwa wskazuje, maska ma przede wszystkim odżywiać skórę. W porównaniu do pierwszej maski, ta jest nieco delikatniejsza w działaniu, nie tak mocno oczyszczająca (choć również czuć w niej moc glinek). Glinki są w tym przypadku jednak wspomagane przez odżywcze oleje i olejki.

 

Nutriphoria jest przeznaczona przede wszystkim dla cery dojrzałej, zmęczonej, wrażliwej, ze skłonnością do zaczerwienień. Ja jednak uważam, że będzie świetnym odpoczynkiem dla niemal każdej cery. Ja traktuję ją, jako taką maskę odstresowującą – odstresowującą zarówno dla mnie, jak i dla mojej skóry. Cera po spłukaniu maseczki pozostaje mięciutka, nawilżona, uspokojona i zregenerowana. To taka idealna maska na małe domowe spa.

 

I w tym przypadku również może ona służyć, jako pasta do mycia. I ja czasami w ten sposób ją stosuję, choć nie jest to już moja ulubiona metoda oczyszczania twarzy. Nutriphoria jest jak na moje potrzeby zbyt odżywcza do codziennego mycia twarzy. Być może w przypadku bardziej przesuszonej cery sprawdziłaby się w tej roli dużo lepiej. Zdecydowanie wolę ją w roli sobotniej maski.

 

 

 

 

Jak zatem widzicie te maseczki naszego południowego sąsiada bardzo polubiłam. A co może najważniejsze bardzo polubiła je moja cera. Na pewno będę do nich wracać, no chyba że postanowię sama sobie coś podobnego wyprodukować w moim domowym laboratorium. Choć jak na razie mój wewnętrzny leń nadal przekonuje mnie, że nie ma to najmniejszego sensu, skoro mogę bez problemu sięgnąć po tak przyjemne gotowe naturalne produkty… 🙂

 

 

 

 

Na koniec jeszcze składy:

Herbaphoria: Bentonit (Glinka bentonitowa)*, Kaolin (Biała glinka)*, Montmorillonite (Glinka zielona)*, Glycerin (gliceryna pochodzenia roślinnego)*, Urtica dioica Extract (Pokrzywa zwyczajna)*, Rosmarinus Officinalis Leaf (Rozmaryn lekarski)*, Anthemis nobilis Flower (Rumian rzymski)*, Salvia Officinalis Leaf (Szałwia lekarska)*, Avena Sativa Kernel Meal (Owies)*, Melia Azadirachta Fruit/Seed Oil (Miodla indyjska)*, Matricaria Chamomilla Oil (Rumianek), Spirulina Maxima Powder (Algi Arthrospira Platensis)*, Hydrolyzed Algin (wyciąg z Algi Laminaria digitata)*, Zinc Sulfate (Siarczan cynku)

Nutriphoria: Rhassoul (Marokańska glinka)*, Kaolin (Biała glinka)*, Glycerin (gliceryna pochodzenia roślinnnego)*, Prunus Dulcis Fruit Powred (Migdał)*, Butyrospermum Parkii Butter (masło Shea)*, Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy)*, Oryza Sativa Bran Oil (olej ryżowy)*, Lavandula Augustifolia Flower Extract (ekstrakt z lewendy lekarskiej)*, Lavandula Augustifolia Flower (kwiaty lawendy)*, Rosa Canina Flower Extract (ekstrakt z dzikiej róży)*, Rosa Canina Flower (kwiat dzikiej róży)*, Melaleuca quinquenervia Extract (Niaouli)*

*certyfikowany składnik organiczny

 

 

 

Ciekawią mnie bardzo jeszcze inne produkty marki Soaphoria (na przykład smakowicie brzmiące musy do kąpieli), a zatem prawdopodobnie spotkacie się jeszcze u mnie na blogu z tymi kosmetykami 🙂

 

 

 

 

 

  • Strasznie mnie nakręcasz na te maseczki :DD Widzę, że Sanaja ma też kilka produktów w ofercie, ale jednak na iperfumach asortyment jest znacznie większy..
    Ostatecznie to Nutriphoria ląduje na mojej wishliście 😀 Z ciekawością będę śledzić dalsze wpisy o tej marce jeśli jeszcze na coś się pokusisz. Bo asortyment baardzo zachęcająco wygląda ❤

    • No naprawdę fajniutkie są 😉 Ja Herbaphorię planuję wkrótce zamówić jeszcze raz, więc może i coś innego mi wpadnie w oko (to znaczy jestem pewna, że coś mi wpadnie w oko, a nawet kilka cosiów…). Pozdrawiam! 🙂