Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized

Mężczyźni nie lubią naturalnych kosmetyków. Kocury też…

Hej 🙂

 

 

Siedzę sobie właśnie w moim puszystym, grubiutkim, świątecznym sweterku z pomponami (tak, wiem że do świąt zostały jeszcze prawie trzy miesiące) i rozmyślam o tym, dlaczego tak ciężko mi idzie przekonanie mojego własnego, osobistego niemęża do naturalnych kosmetyków, naturalnych środków czystości i w ogóle wszystkiego co bardziej naturalne. Zastanawiam się czy to ja robię coś nie tak, nie reklamuję odpowiednio we własnym domu, nie inspiruję i nie wywołuję zaciekawienia? Po prostu dlaczego, ach dlaczego on kolejny raz wraca do domu z Johnsonnem do mycia dziecionów i z Clinem do szorowania szyb? (przepraszam tym razem pojawił się u nas wredny z twarzy, prężący muskuły MrMagic).

 

 

 

Otóż przychodzi mi do głowy kilka powodów, dla których spotykam się z tak silnym oporem męskiej części mojego domu (całej męskiej części, bo jak widzicie koty też uciekają z przerażeniem w oczach):

 

1. Przekonanie o sile chemii

Za każdym razem pojawia się argument, że przecież w jakimś celu ta cała żrąca chemia powstała i na pewno świetnie radzi sobie z zabrudzeniami i każdym pojedynczym wirusem, bakterią czy grzybem. Po to ona jest. Ma być chemią. Ma mieć silne działanie.

Na pewno jest w tym trochę racji. Ale z drugiej strony, czy my rzeczywiście musimy robić z naszego domu sterylny szpital? (zagracony i pełen okruchów z bułek szpital, bo przecież nasze dzieci muszą w jakiś sposób przypominać o tym, że istnieją).

 

 

2. Przekonanie o tym, że naturalne = mało skuteczne

Skąd się bierze przekonanie, że ocet i soda oczyszczona nie wyczyści tak dobrze wszystkich kątów, jak „trująca, mocno śmierdząca chemia”? Przecież nasze matki i babki (może bardziej babki i prababki) od wieków używały właśnie tych „delikatnych środków”, a nasza cywilizacja jakoś przetrwała 😉

W naszym domu to ja przejmuję większość prac sprzątaniowo-porządkowych. Ok, wiem, że moje lenistwo sprawia, że nie zawsze jest super czysto (i przez „nie zawsze” mam na myśli rzadko, a przez „super czysto” mam na myśli po prostu czysto). Ale mimo wszystko przez jeden tydzień na trzy nie przylepiamy się do podłogi (wtedy, gdy akurat uda mi się posprzątać), a nikt z mojej rodziny nie trafił jeszcze do szpitala z powodu jakichś dziwnych zmutowanych bakterii, które panoszą się po naszym domu. I mogę się założyć, że niemąż nie widzi absolutnie żadnej różnicy pomiędzy tym, jak nasz dom wygląda posprzątany z pomocą sody i octu, a jak wygląda wysprzątany jego ukochanym Cifem i Clinem. A jednak, gdy przychodzi jego kolej sprzątania – on podobno nie umie tymi fuuu-naturalnymi środkami sprzątać, bo przecież one nie działają.

 

 

3. Przekonanie o tym, że testować nowe fajne kosmetyki, to mogą baby

A facet powinien być twardy i brać zwykłe mydło w sklepie, i zwykły krem nivea, no i ewentualnie Head&Shoulders którego używa Lewandowski. Przecież po co wypróbować coś nowego, co „być może” działa, skoro można cały czas używać tego starego, co może nie jest idealne, ale za to jest tak dobrze znajome niemal od dziecięcych lat.

 

 

4. Przekonanie o tym, że jak coś się słabo pieni, to nie działa

No fakt, to co się bardzo dobrze pieni i zawiera w sobie tak nielubiane przez naturalne świruski SLSy i SLESy, na pewno doczyści skórę szybciej. A już taką mocno wybrudzoną skórę, czy włosy obudowane masą syntetycznych składników na pewno umyje dużo sprawniej. Ja też nadal czuję się pewniej, gdy mój szampon choć trochę się pieni. Ale czy my zwykli ludzie, niepracujący w kopalni, rzeczywiście potrzebujemy w naszej pielęgnacji silnych detergentów dzień w dzień lub nawet dwa razy dziennie? No nie wiem. Czasami zdarzy mi się sięgnąć po SLS-owe mydło w płynie wytwarzające masę piany i nie wyobrażam sobie w takich momentach, że w sekundę odpadnie mi skóra. Czasami wręcz mam powody, aby sięgnąć po jakiś silniej myjący środek. Ale przyzwyczaiłam się już również do tych fajnych, mocno kremowych, niemal niepieniących się żeli pod prysznic i nie mogę o nich nic złego powiedzieć. Domywają moją skórę całkiem nieźle. Dlaczego niby męskiej skóry mają zupełnie nie domywać?

 

 

5. Przekonanie o tym, że naturalne kosmetyki to krok wstecz

Ostatni już punkt, jaki przychodzi mi do głowy, to przekonanie, że naturalne kosmetyki są zupełnie niepotrzebne. Że są to produkty wymyślone przez marketingowców, aby zarobić na nas – głupich babach. Że przecież nasza cywilizacja się rozwija, a wraz z nią wiedza i nauka. Skoro wszystkie te syntetyczne składniki zostały wymyślone po to, aby człowiekowi ułatwiać życie, to w jakim celu mamy z nich rezygnować. Przecież to będzie krok wstecz. Cofnięcie się do epoki kamienia łupanego.

No cóż, co prawda nie widzę siebie, półnagiej, biegającej za dziką zwierzyną w jaskini wokół ogniska (bo taki obraz pojawił się w mojej głowie na myśl o epoce kamienia łupanego). Prawdopodobnie trudno by mi było również zrezygnować z dostępu do internetu, więc raczej moim największym pragnieniem nie jest powrót do tamtych czasów. Widzę wielkie dodatnie plusy naszej epoki (ujemnych plusów też bym trochę znalazła). Ale jednocześnie nie każdy postęp sprawia, że zwykły szary człowiek czuje się lepiej, jest zdrowszy i szczęśliwszy. Czasami wprowadzenie prostych rozwiązań sprawdza się lepiej.

A z drugiej strony, to przecież spora część naturalnych kosmetyków i naturalnych środków czystości powstaje w laboratoriach! Przechodzi wiele testów i badań. Pracuje nad nimi szerokie grono mądrych człowieków. Ja sobie mogę mój naturalny dezodorant zrobić sama, a jak będę miała ochotę, to mogę sobie kupić naturalny-bio-eko-organic dezodorant produkowany na masową skalę.

 

 

No i jak tego faceta przekonać???

 

Bo ja mogę tu sobie gadać i dawać kontrargumenty, a ten kot nadal się boi i nie wydaje mi się, aby szybko zmienił zdanie na temat naszej wspólnej rodzinnej podróży w stronę życia zgodnego z naturą… 😉

 

 

 

 

  • Marta Lińska

    Na starość będziemy piękne, wtedy docenią!

  • Nie bez powodu mówi się, że mężczyźni są jak dzieci 😀 Jako dziecko sama nakręcałam się na widok różnych produktów z reklam.. mi przeszło z wiekiem i wiem, że to najczęściej jedna wielka ściem za którą jedyne co stoi to wielka korporacja z naciskiem na kasę, a nie koniecznie na dobro konsumenta.
    I nasi mężczyźni często są jak te małe dzieci.. zobaczą Lewandowskiego i chcą być jak on.. gęste, lśniące włosy.. a najlepiej aby po zakupie szamponu też dostało się całej sylwetce 😀
    Z dumą przyznaję, że w kwestii szamponów do włosów mąż wpadł w moje sidła. Używa wyłącznie naturalnych szamponów z łagodnym składem i jest zadowolony. Jeśli się kończy to prosi mnie o kolejny 😀 chociaż i tu muszę zwracać uwagę na to aby szampon miał męskie opakowanie, męski zapach, najlepiej stworzony dla mężczyzn i jeszcze aby miał męskie składniki jak: kofeina czy piwo. 😀 To mój mały-wielki sukces ale tylko i wyłącznie w tej jednej kwestii.. bo z żelami pod prysznic leżę i wciąż nie mogę przekonać.

    • Właśnie sobie wyobraziłam, jak szampon przeobraża wszystkich facetów w klony Lewandowskiego… Oj już nigdy nie spojrzę tak samo na ten szampon ;)))) Ja nadal jestem podatna na reklamy, tylko teraz już nie te telewizyjne, a te bardziej „zielone” 🙂 Od razu chciałabym kupić każdy nowy naturalny kosmetyk, nawet jak mi niepotrzebny 😉 Muszę zacząć nad sobą panować… 🙂

      • ha ha ha.. a jak na złość Lewandowski ma już chyba ze 3-4 reklamy 😀 Kukra..ja również bardziej jestem podatna na te zielone reklamy 😀 i nawet na wszelkie promocje

  • Nikuś

    Bo mężczyzna lubi sam decydować – a nie słuchać nakazów- jak nakazesz mu kupić tylko naturę jego natura sprzeciwu się..kupi na przekór…mężczyźni to zdobywcy i odkrywcy- jak sami doczytaja się o szkodliwości syntetycznej chemii – sięgną po naturę- ale muszą mieć poczucie, że oni to odkryli i to dzięki nim naturalne środki są w domu- dać im odkrywać i zdobywac:-) U mnie na szczęście nie ma tego problemu, mąż sam czyta składy w sklepie i pyta się mnie czy są ok- cieszy się jak coś odkryje przede mną fajnego naturalnego:-)