Mój ulubiony peeling w tej chwili | Recenzja peelingu z błękitną glinką Organic Shop

Hej 🙂

 

 

Wspominałam już o tym produkcie w ulubieńcach listopada. Ale uznałam, że skoro tak bardzo lubię ten peeling, to zasłużył on sobie na moją oddzielną recenzję. Peeling z błękitną glinką i oliwką Organic Shop zachwycił mnie na tyle, że chyba wkrótce zamówię kolejne opakowanie (co nie jest tak oczywiste nawet w kwestii tych lubianych kosmetyków – zamawianie kolejny raz tego samego będąc blogerką niemal urodową wydaje się stratą możliwości na nowy wpis… smutna blogowa prawda). Wkrótce, czyli jak tylko wykończę 5 peelingów czekających w zapasach…

 

 

 

 

Masz może tak, że używając peelingu myślisz sobie, że to strata czasu? Kilka ziarenek ślizga się po Twoim ciele, większość spływa ze skóry i jedyne, co czuć to tłusta warstewka oblepiająca całą Twoją osobę? To na szczęście nie jest tego typu peeling. Wystarczy krótki masaż, a efekty na skórze są widoczne. Po peelingu wychodzę z wanny gładka, jędrna i uśmiechnięta 🙂

 

Peeling Organic Shop z błękitną glinką i oliwką został mi polecony przez moją kochaną szwagierkę. Trochę jednak postał na półce, bo prawda jest taka, że mam całkiem spore zapasy peelingów. A jednak gdy tylko go wypróbowałam, nie sięgam po nic innego. Peeling ma postać gęstej niebieskiej pasty o intensywnym zapachu. Przed każdym użyciem należy go rozmieszać, bo warstwa zdzierająca lubi się oddzielać od reszty i na górze powstaje śmieszna w dotyku żelowata pianka. Coś jak bardzo mocno rozmiękczona i nasączona wodą, rozklejająca się guma do żucia 😉 Nie ma to jednak najmniejszego wpływu na skuteczność produktu. Sam peeling jest bardzo gęsty i dosłownie lepi się do skóry.

 

 

Na zdjęciach nie zobaczycie niestety, jak on w rzeczywistości wyglądał. Jak widać, mój peeling jest już na wykończeniu i jest lekko rozwodniony. Jednak jego konsystencja bardzo mi odpowiada. Myślę, że jest ona odpowiedzialna za to, że peeling nie spływa zbyt łatwo z ciała, nawet jeśli skóra jest wilgotna. Jest to peeling solny, a ilość i wielkość ścierających drobinek jest wprost idealna. Naskórek jest ładnie złuszczony, skóra jest oczyszczona i gładka, a do tego delikatna i jakby lekko nawilżona, ale nie natłuszczona.

 

 

 

 

Najbardziej podoba mi się jednak, że nawet mój drugi połówek zauważył efekt działania peelingu 🙂 To chyba najlepsza rekomendacja? Otóż skóra po nim staje się widocznie dużo gładsza, bardziej jędrna, mięciutka i przyjemna w dotyku. Ja porównuje jego działanie do efektów szczotkowania ciała na sucho. Tylko chyba pozytywny wpływ widać nawet jeszcze szybciej.

 

 

Porównać ceny i kupić ten peeling możecie na przykład tutaj.

 

 

Skład INCI: Sodium Chloride, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Fruit Oil*, Bentonite, Cocamidopropyl Betaine, Aqua, Parfum, Limonene, Silica, CI 77007,CI 77288, CI 77499.

 

 

Muszę jeszcze ostrzec osoby podejrzewające alergię lub mające złe doświadczenia z betainą kokamidopropylową. Tu niestety ten składnik znajdziemy. I wydaje mi się, że on właśnie sprawia, że skóra po użyciu peelingu wydaje się jakby dodatkowo oczyszczona. Ale informuję, żeby nie było 😉

 

 

Ja dziś na pewno sięgnę po mój mocno pachnący minerałami (chyba?) peeling i być może nawet ten mój ukochany produkt sięgnie denka, więc cieszę się i smucę jednocześnie. Jestem ciekawa, czy Wy macie swój ulubiony peeling?

 

 

  • Nikuś

    Tego peelingu jeszcze nie mialam:-)Polecam Ci peelingi z Nacomi – ja mam rozany:-)TP cukrowe peelingi z olejkami i emulgatorem- skóra po nich jest bardzo gładka i odżywiona. Z Organic Shop leci do mnie podobnie oblednie pachnący peeling mango:-)))

    • Widziałam, że Organic Shop ma też peeling o zapachu belgijskiej czekolady! Natychmiast musiałam uciec od komputera, żeby mnie nie kusiło… 🙂

      • Nikuś

        Oj to mnie tez:-)))Cudownie czekoladowo pachnie surowe masło kakaowe:-)))

        • Wszystko co kakaowe cudownie pachnie 😉