Moja mini rutyna włosowa – obecna naturalna pielęgnacja włosów

Hej 🙂

 

 

Trochę posprzątałam, poćwiczyłam, wzięłam prysznic, umyłam włosy. Zabrałam się za przygotowywanie wpisu o bublach kosmetycznych (choć jakoś nieszczególnie mi to pisanie szło – nie lubię najwyraźniej pisać o negatywnych stronach naszej rzeczywistości). I tak sobie pisałam i pisałam, gdy nagle zauważyłam, że moje włosy w ogóle nie wyschły. Przeczesałam je kilkukrotnie palcami… I już nawet nie mogłam skończyć pisania. Okazało się, że mój eksperyment włosowy nie zadziałał, a olej, który nałożyłam na skórę głowy w ogóle się nie zmył. Jedynie pięknie rozprowadził się na całych włosach, pozostawiając efekt zmokniętej kury. A dziś nawet nie pada deszcz.

 

 

 

Włosy szybko umyłam ponownie i postanowiłam dziś napisać Wam o czymś innym, niż planowałam. Najwyraźniej tematy włosowe bardziej mi dziś pasują, bo mimo tej porannej porażki, przynajmniej pisanie idzie dużo sprawniej, gdy zmieniłam temat.

 

 

 

 

Opowiem Wam zatem, jak wygląda moja obecna mała rutynka włosowa. Ta, która się sprawdza. Nie to, co dziś rano zrobiłam 😉

 

Włosy ostatnio myję mniej więcej co dwa dni, czyli trochę częściej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Czasami uda mi się przeciągnąć mycie co trzy dni, czasami myję codziennie. Nie jestem pewna, czy winą szybszego przetłuszczania jest pielęgnacja, jakieś hormonalne sprawy, czy może upalne lato, które zresztą powoli już niestety żegnamy.

Używam obecnie trzech różnych szamponów, dwóch różnych odżywek, ale dziś opowiem Wam o tych, które lubię obecnie najbardziej i które stosuję najczęściej.

 

 

Otóż moje codzienne, zwyczajne mycie głowy rozpoczyna się od nałożenia maski do włosów z awokado i migdałami Cosnature. Maska jest nawilżająca, mocno odżywcza. Fajnie zmiękcza i wygładza włosy, lekko je dociąża. Wcześniej bardzo lubiłam ją stosować, jako odżywkę po umyciu włosów, jednak jako maseczka przed myciem sprawdza się chyba jeszcze lepiej. Maskę pozostawiam zazwyczaj na 15 minut i w tym czasie radzi sobie ona doskonale z moimi włosami. Maseczka nie przeciąża moich cienkich włosów, ale też nakładam ją raczej od połowy długości lub na same końcówki.

 

Kolejnym krokiem po zastosowaniu maski, jest użycie szamponu nawilżającego z dziką różą marki Cosnature. Szampon jest wystarczająco delikatny nawet do codziennego mycia. Nie wysusza włosów, więc będzie odpowiedni nawet dla tych mocno zniszczonych. Włosy pozostawia czyste, mięciutkie i błyszczące. Szamponem zawsze staram się myć jedynie skórę głowy, ale nie jest to łatwe (jak Wy to robicie dziewczyny?).

 

 

 

 

Powiem szczerze, że obecnie to jest już cała moja codzienna pielęgnacja włosów. Maska ma w sobie całą masę olejków, więc nie odczuwałam potrzeby, aby po nie sięgać dodatkowo (choć teraz, gdy maseczka już mi się kończy, pewnie będę musiała na nowo zaprzyjaźnić się z olejowaniem). Nie używam też nic na końcówki. Nie używam preparatów chroniących przed ciepłem suszarki, bo z suszarki korzystam sporadycznie. Czasami przepłukuję włosy octem malinowym, czasami myję bardziej doczyszczającym szamponem, czasami nakładam inną odżywkę. I to wszystko.

 

 

Podejrzewam, że w miarę nadejścia jesieni i chłodów moja pielęgnacja włosów będzie się zmieniała (tak, jak i zawsze zmienia się odrobinę moja pielęgnacja twarzy). Niestety jesienne i zimowe powietrze sprawia, że moje włosy robią się bardziej kapryśne i zawsze mam z nimi trochę więcej problemów. Na razie jednak cieszę się z większej ilości wolnego czasu, który daje mi taka uproszczona do granic możliwości pielęgnacja. Poza oczywiście takimi momentami, jak dziś, gdy wpadam na genialny pomysł, aby wypróbować coś nowego… 😉

 

 

 

 

 

 

BUZIAKI!!!