Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Pielęgnacja włosów, Uncategorized

Na jakim etapie jestem w naturalnej pielęgnacji

Hej 🙂

 

Zrobiłam sobie mały przegląd kosmetyczny. Rozmyślam nad jakimś lepszym sposobem przechowywania kosmetyków, bo obecny nie do końca się sprawdza. Część kosmetycznych zapasów mam pochowanych w różne dziwne miejsca, tak, aby były poza zasięgiem małych ciekawskich rączek. Robiąc ten, swoją drogą dość krótki, bo kosmetyków coraz mniej, rachunek sumienia zauważyłam również, jak zmieniają się u mnie proporcje naturalnych kosmetyków w stosunku do tych normalnych. Podzielę się dziś z Wami moim stanem na dziś naturalności vs sztuczności 😉

 

Krótka historia zakupoholiczki

Otóż nie będę ukrywać, że założenie bloga, a później też kanału na YT, wywołało conajmniej kilka epizodów niepotrzebnych kosmetycznych zakupów. Ale byłam tak zafascynowana tematem, a jednocześnie tak bardzo chciałam się z Wami podzielić czymś przydatnym, że wmawiałam sobie, że „to wszystko jest mi NAPRAWDĘ NIEZBĘDNE”. Zawiązane następnie przyjaźnie sprawiły, że naturalne kosmetyki nawiedzały mój dom całymi stadami, a ja już nie wiedziałam gdzie je upychać.

 

I oczywiście stopniowo pozbywałam się tych złych, toksycznych, trujących, fuj kosmetyków 🙂 Oczywiście też przede wszystkim dlatego, że… no cóż, po prostu jestem leniwa. A już w dziedzinie malowania się czy jakiegokolwiek dbania o cerę, to ja jestem bardzo oj bardzo leniwa.

 

Gdzieś na początku naturalnej fascynacji zdarzały mi się drobne wpadki (bo skoro ktoś na YT powiedział, że po jakimś tam kremie stanę się prześliczna w jedną noc, to może by tak wypróbować?). Ale poza tymi drobnymi przypadkami, po prostu za bardzo zaczęły mi się te naturalniejsze wersje i te smakowite składy podobać. Tak, jak zatem pisałam, część tradycyjnych kosmetyków oddałam, część zużyłam i zastąpiłam naturalnymi odpowiednikami.

 

 

Zmiany, zmiany

I tak sobie żyłam, aż tu nagle postanowiłam wyprowadzić się z domu, przypomniało mi się, że jestem odpowiedzialną kobietą i muszę zadbać o siebie i moje dzieci, a kosmetyki jakoś tak znowu kompletnie przestały mieć znaczenie. Na blogu w ciągu ostatnich miesięcy prawie się nie pojawiałam, a sprawy urodowe nie zaprzątały zbytnio mojej głowy.

 

Nie robiłam zatem zakupów kosmetycznych, zużywałam to, co miałam, a to co mi nie pasowało, bez większych przemyśleń, usuwałam z mojego otoczenia.

 

I tak, obecnie moja pielęgnacja to dosłownie kilka kosmetyków na krzyż – czyli jest dość mocno uproszczona, a makijaż mam praktycznie zawsze ten sam.

 

Podstawa to mydła oleje i hydrolaty, a więc raczej same naturalne, proste kosmetyki. Szampon kupuję, gdy poprzedni się zużyje i zazwyczaj jest to coś z działu naturalnego z Rossmanna lub Hebe. Odżywkę do włosów mam jedną, jeszcze z zapasów, naturalną. Gdy skończył mi się tusz do rzęs, następny kupiłam w Biedronce i na razie tak już pozostało. Nie jest naturalny, nie wiem nawet jaki ma skład, bo nie interesowało mnie to zbytnio 😉 Ważne, że jest i działa 🙂 Gdy skończył mi się ostatni naturalny podkład o kremowej konsystencji, kupiłam apteczny, podczas jednego z moich regularnych pobytów w aptece (tak, dwa przedszkolaki sprawiają, że człowiek bardzo zadomawia się w aptece). I była to w sumie moja głupota, bo takie podkłady po prostu źle na mnie działają – choćby były nie wiem jak nawilżające – mnie zawsze wysuszą… Obecnie pogodziłam się zatem z moim podkładem mineralnym Pixie i sama się sobie dziwię, dlaczego nie chciałam go wcześniej używać. Pielęgnację twarzy mam w 90% naturalną, ale że dostałam ostatnio dwa kremy, może nie całkiem naturalne, ale o dość prostym, nienajgorszym składzie, to używam i żyję i nawet jestem zadowolona.

 

Naturalna pielęgnacja to nie problem

Nie mam więc już takiego ciśnienia na naturalne kosmetyki – bardziej próbuję zapanować nad naturalnym odżywianiem (w czym jednak frytki z McDonalda trochę przeszkadzają…). Nie poświęcam zbyt dużo energii na to, czego używam, nie myślę o tym bez przerwy, nie analizuję składów. Ale i tak jakieś 95% wszystkiego tego, czego używam, to nadal produkty naturalne. I dlatego tym bardziej uważam, że warto w życiu wprowadzać nawet takie drobne zmiany na lepsze, bo jeśli wejdą nam w krew, to później nie będą już wymagały żadnego wysiłku.

A sięganie po naturalne produkty jest obecnie tak bardzo ułatwione, że nie rozumiem, czemu miałybyśmy tego dla siebie nie robić, skoro świat nam je podstawia pod nos.