Naturalnie z pudełka – Styczeń 2018

Hej 🙂

 

 

Jestem niezmiernie smutna pisząc do Was te słowa. Jestem smutna, bo dziś przyjechało do mnie ostatnie pudełko z mojej subskrypcji Naturalnie z Pudełka. Będę się zatem musiała na jakiś czas pożegnać z tymi emocjami, które sprawiały, że co miesiąc czułam się, jakbym miała urodziny 🙂

 

 

Styczniowe pudełeczko było przeze mnie mocno wyczekiwane. Po pierwsze dlatego, że te poprzednie pojawiały się trochę szybciej, więc każdego dnia wypatrywałam Pana Kuriera. Po drugie dlatego, że czekałam na krem do twarzy, który wiedziałam, że w styczniowym pudełku się znajdzie, więc ostatkiem sił powstrzymywałam się przed zrobieniem jakichś zakupów w celu uzupełnienia mojego kremowego braku.

 

 

(i jeszcze zapraszam tutaj na film, w którym rzucam różnymi rzeczami, ale nic nie tłukę, cieszę się i smucę na zmianę, czyli oczywiście otwieram pudełeczko na YT)

 

 

Zacznijmy zatem od tego właśnie wyczekiwanego przeze mnie specyfiku. Jest to krem przeciwzmarszczkowo-wygładzający od polskiej marki Harmonique. Krem ma nadawać skórze gładkości i spłycać zmarszczki. Ma również mieć delikatne działanie złuszczające i stymulujące odnowę naskórka. Główne składniki aktywne to ekstrakt z krokusa, ekstrakt z papai i olej Camellia Kissi. W spłycanie zmarszczek nie do końca wierzę, ale dobry wygładzający i przywracający jędrność skóry kremik bardzo mi się przyda. Dodatkowo produkt jest zapakowany w bardzo wygodną i pięknie wyglądającą buteleczkę z pompką. Wartość kremu to aż 85 złotych.

 

 

 

 

Kolejnym kosmetykiem w pudełku jest żel do higieny intymnej Go Cranberry. Żel zawiera w składzie kwas mlekowy i ekstrakt z owoców żurawiny. Jest przeznaczony do codziennego użytku i ma pomagać zachowywać odpowiednie pH. Jego wartość to 20 złotych, a sam produkt jest zapakowany w wygodną butelkę z pompką (znaną mi już z innego produktu tej marki). Tak naprawdę, to pierwszy raz będę miała okazję wypróbowania naturalnego kosmetyku do higieny intymnej, więc tym bardziej cieszy mnie jego obecność.

 

 

 

 

 

Na widok kolejnej buteleczki, moja twarz bardzo się rozpromieniła (choć przez chwilę miałam nadzieję, że będzie to wychwalany – na przykład przez Agnieszkę tutaj – płyn micelarny). Niestety nie jest to rumiankowa esencja micelarna, ale jest coś, co mam nadzieję będzie się u mnie spisywało równie dobrze. Otóż w styczniowym pudełku pojawiła się nawilżająca esencja z mleczkiem pszczelim polskiej marki Polny Warkocz. Jest to łagodny tonik posiadający właściwości nawilżające i kojące. Oprócz ekstraktu z mleczka pszczelego, płyn zawiera również hydrolat z róży damasceńskiej oraz glikol roślinny. Tonik jest przeznaczony do cery suchej, jednak myślę, że i mojej z ostatnio dużą skłonnością do przesuszania na pewno się przyda. Już patrząc na samą buteleczkę czuć miłość twórców Polnego Warkocza do natury. I to uczucie zdecydowanie się udziela 🙂 Tonik kosztuje 12 złotych.

 

 

 

 

Ostatnim produktem w styczniowym pudełku jest ręcznie wyrabiane mydło z Manufaktury Mewa. Można było trafić na trzy rodzaje mydełek – do mnie trafiło mydło o zapachu trawy cytrynowej i may chang. Mydełko pachnie rzeczywiście przepięknie, a skład jest pełen nawilżających, łagodzących i ochronnych składników. Nie mogę się tylko doczytać, czy to jest mydełko do ciała, czy może do twarzy też będzie się nadawało. Jego wartość to 17 złotych.

 

 

 

 

No i to już wszystkie pełnowymiarowe produkty. Oprócz nich w pudełku jak zawsze pojawiło się trochę próbek. Podsumowując, każde pudełko do tej pory było dla mnie bardzo miłą niespodzianką. A że ja w ogóle od zawsze uwielbiam niespodzianki, to i pudełeczko za każdym razem było bardzo miłym prezentem 🙂 Niestety następnego pudełka na razie nie zamawiam, bo po prostu moje zapasy są obecnie w pełni wystarczające (i to jest delikatnie powiedziane). Ale może jeszcze kiedyś się skuszę i zrobię sobie taki prezent bez okazji 🙂

 

 

BUZIAKI!!!

 

 

 

 

 

  • Jak nie lubię filmików youtubowych tak na ten się skusiłam chcąc zobaczyć jak rzucasz rzeczami 😀 Aż mi smutno z Tobą trochę. Bo te pudełeczka zawsze mają coś ciekawego w środku 😉 Ale zagracanie się nie jest fajne więc decyzja jak najbardziej wydaje się słuszna ;D

    • No właśnie ja przeżywam żałobę pudełkową 😉 chlip chlip 🙂