ROCZNY PROJEKT SZCZĘŚCIE, Rozwój, Szczęście, Uncategorized

Projekt Szczęście i wspomagacze grudniowego odgracania

Hej 🙂

 

Dużo warczących słów w dzisiejszym tytule, ale chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że chciałabym Wam przekazać listę moich książkowych motywatorów, wspomagających moje grudniowe postanowienia.

 

Mam kilka takich książek, które zawsze nastrajają mnie pozytywnie do sprzątania i odgracania. Po prostu inspirują do ogarniania mojej przestrzeni. Mam po prostu tak, że niektóre książki, nawet jeśli nie przekazują żadnej nowej tajemnej wiedzy, to po prostu wzmacniają i ukierunkowują moją energię na określone działania.

 

 

 

  • Marie Kondo, Magia Sprzątania

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć mojej drogiej Marie, która za każdym razem, gdy zaglądam do jej książki, wywraca moje życie (i mój dom) do góry nogami. Tym razem na tyle wzięłam sobie do serca jej rady, że oddałam nawet samą wspomnianą książkę… Ale nie dlatego, że jest mi w jakiś sposób niepotrzebna czy nie przynosi radości. Po prostu znam ją już niemal na pamięć. Wiem, że mój egzemplarz porwał obecnie inną osobę, więc tym bardziej się cieszę, że mogłam jakoś wpłynąć na czyjeś życie (choć można by się spierać, czy to tak bardzo pozytywny wpływ, zważywszy na to, że pani D. teraz nawet w nocy czy w święta myśli o sprzątaniu i pędzi rodzinkę do odgracania 😉 buziaki kochana!).

A co myślę o samej książce? Nie docierają do mnie żadne argumenty jej przeciwników, więc nawet nie próbujcie jej krytykować! 😉 Marie rozmawia z rzeczami? Marie układa majtki pionowo? No i co z tego? Każdy ma chyba prawo do swoich małych dziwactw? Mnie one nie zrażają. Już gdzieś kiedyś pisałam że nie stosuję się do metody Marie Kondo co do joty, bo to jest nie do wykonania dla normalnego człowieka, który ma rodzinę i jakieś życie. No dobrze, może to jest do wykonania dla normalnego człowieka, ale na pewno nie dla mnie. Jeśli o metodzie Konmari jeszcze nie słyszałaś, to pewnie żyłaś w jaskini przez ostatnie kilka lat (żarcik, żeby nie było…). Polega ona na podzieleniu naszych rzeczy na kategorie i oczyszczaniu naszej przestrzeni właśnie z pomocą tych kategorii. Na przykład zbieramy wszystkie swoje ubrania z całego domu, ale WSZYSTKIE, rozkładamy, najlepiej na jakimś większym kawałku pustej przestrzeni i biorąc każdą rzecz do ręki, zastanawiamy się czy przynosi nam ona radość. Jeśli nie, krótka piłka – rzecz musi opuścić nasz dom. Nie we wszystkim z Marie się zgadzamy (na przykład nie uważam, aby wyrzucanie rzeczy na śmietnik było najlepszym wyjściem). Co więcej, myślę, że gdyby mieszkała w moim domu, to mogłaby mnie denerwować, ale nie mogę jej odmówić wielkiego działania motywacyjnego. Za każdym razem, gdy sięgałam po jej książkę, już po kilku minutach moje czytanie polegało na trzymaniu książki w jednej ręce i mniej lub bardziej świadomym usuwaniu zbędnych przedmiotów drugą. Naprawdę czasami ciężko było mi doczytać rozdział do końca, tak bardzo cały organizm rwał się do sprzątania. Jeśli też myślicie o odgracaniu, a chcecie sięgnąć po tylko jedną książkę (trochę mało minimalistyczne mogłoby być sprowadzanie do domu 10 książek o minimalizowaniu, ale może to tylko ja mam takie zapędy…), to wybierzcie Marie, a na pewno nie pożałujecie.

Książka jest do kupienia tutaj<–.

 

 

  • Dominique Loreau, Sztuka prostoty i inne

Tej pani książki znam już od bardzo dawna. Chyba nawet to od niej zaczęło się moje zainteresowanie kwestią zmniejszania ilości tego co zbędne. I to jest moim zdaniem jeszcze większa wariatka od mojej drogiej Marie. Ale pozytywna wariatka oczywiście 🙂 Choć muszę przyznać, że w jej książkach znajdziemy też dość zadziwiające zdania typu „zamień seanse u psychologa na skrzynkę szampana”…

Pierwsza książka tej autorki, na którą trafiłam, Sztuka prostoty, sprawiła, że chyba po raz pierwszy zaczęłam inaczej patrzeć na otaczające mnie rzeczy. Nigdy wcześniej świadomie nie zwróciłam uwagi na to, jak dobrze i lekko czuję się po wiosennym uprzątnięciu mojej szafy, czy zawalonej papierami szuflady w biurku. Dopiero czytając tę książkę, zaczęłam rozumieć, że dużo niekoniecznie znaczy lepiej. Co oczywiście nie przeszkodziło mi w dalszym gromadzeniu i wydawaniu przerażającej ilości pieniędzy na kolejne nie do końca potrzebne przedmioty.

Dominique Loreau rozpoczęła swoją przygodę z minimalizmem po przeprowadzce do Japonii i fascynacji japońską kulturą. Od tej pory krzewi minimalizm i sztukę prostoty i umiaru poprzez swoje kolejne książki. I jeśli jesteście czuli na takie bardzo kategoryczne zwroty typu „każda osoba dążąca do minimalizmu POWINNA…”, to niekoniecznie zachęcam Was do przeczytania tej książki, bo może wywołać trochę niepotrzebnych nerwów. Ale jeśli jesteście w stanie przebrnąć z przymrużeniem oka przez niektóre wybryki autorki, to i coś ciekawego możecie z tej książki wyciągnąć. Ja na razie skupiam się na tej części książki, która dotyczy rzeczy (bo to jest mój punkt centralny grudnia), ale autorka porusza też inne kwestie. Jedną z najważniejszych porad autorki jest zatem zadanie sobie pytania, co komplikuje mi życie. Dom, według niej, powinien być antidotum na stres obecnego życia, a nie dodatkowym powodem do nerwów. I z tym w pełni się zgadzam.

Na koniec jeszcze jeden cytat z książki, który zdecydowanie wpisuje się w moje obecne zainteresowania i wprost odnosi się do mojego Projektu Szczęście: „Umiejętność szczęśliwego życia jest nawykiem, a rytuały pomagają opanować tę umiejętność”. Zgodnie z tą radą autorka zachęca do wprowadzenia, na przykład, rytuału pisania, rytuału organizatora czy chociażby rytuału kąpieli z minimalną ilością rzeczy, lecz najlepszej jakości. Jeśli sprowadzimy proste czynności do rangi rytuałów, to nasze życie będzie spokojniejsze, bardziej uporządkowane, piękniejsze i po prostu szczęśliwsze.

Ponieważ minimalizm w kwestiach książkowych średnio u mnie działa, sięgnęłam ostatnio również po kolejną książkę Dominique Loreau, czyli Sztukę porządkowania. Niestety ale kompletnie do mnie ona nie przemówiła. Czytałam ją z trudem, głównie dla celów grudniowej części Projektu Szczęście, ale mam wrażenie, że od tego szczęścia to ona mnie wręcz odsunęła… 😉 Jakby co znajdziecie ją tutaj, a ja akurat czytałam ebooka.

 

 

  • Hideko Yamashita, DAN-SHA-RI, Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł

Kolejna autorka książek o minimalizowaniu, zwie siebie samą ekspertką od nieładu i ma nam pomóc pozbyć się bałaganu w domu i w sercu. W metodzie Danshari dokonuje się selekcji przedmiotów, aby lepiej poznać siebie. Jednym słowem poprzez sprzątanie bałaganu mamy odnaleźć siebie i poczuć się lepiej. Metoda ta jest podzielona na trzy etapy: dan – odrzucanie, sha – wyrzucanie, ri – uwolnienie się. Mamy więc wyrazić sprzeciw wobec nowych, niepotrzebnych w naszym życiu przedmiotów, pozbyć się tych, które zagracają nasz dom, a w konsekwencji uwolnić się od przywiązania do rzeczy. Myślą przewodnią tej metody jest pytanie „Czy ten przedmiot rzeczywiście do mnie pasuje?”. Nie stawiamy w centrum uwagi przedmiotów, lecz siebie. Robimy po prostu więcej miejsca dla siebie.

Ale to, co najbardziej mi się podoba w tej książce, to nacisk na ograniczenie dopływu rzeczy. Na własnym przykładzie wiem do jakiej wprawy można dojść w pozbywaniu się rzeczy. Usuwanie rzeczy z domu może się wręcz stać równie uzależniające, co nowe zakupy. Jak jednak sprawić, aby powstrzymać dopływ nowych rzeczy? To już nie jest takie proste. Nadmiar przedmiotów wydaje się odnawiać automatycznie i bez udziału świadomości. I jeśli nie uszczelnimy tej bariery wejścia, to możemy sobie przeprowadzać odgracanie nawet co miesiąc, a ostatecznie i tak bałagan będzie powracał.

To, co jeszcze zachwyca mnie w Danshari to to, że autorka podkreśla, iż to nie uporządkowany dom jest celem tej metody. To jest skutek uboczny i nie najważniejszy. Celem jest poznanie siebie, zrozumienie co lubimy i polubienie siebie. I to właśnie jest kolejna kwestia, z którą mogę się zidentyfikować, bo zauważyłam taką właśnie zależność u siebie.

Książkę znajdziecie na przykład tutaj.

 

 

 

 

I to nie wszystkie książki na te tematy w moim domu. I tak, jak najbardziej możecie uznać, że jestem anonimowym poradnikoholikiem. A właściwie nie anonimowym, bo nigdy nie kryłam tego mojego uzależnienia. Uważam jednak, że dopóki z czytaniem poradników motywacyjnych idzie w parze działanie, to wszystko pozostaje pod kontrolą. A te akurat książki, o których opowiedziałam w dzisiejszym wpisie sprawiają, że chce się działać nawet z książką w ręku. I może tylko zakupów książkowych nadal nie mam pod kontrolą… 😉

 

 

BUZIAKI!!! 🙂

 

 

 

 

 

 

  • Ja jestem wielką fanką Dominique Loreau…podoba mi się sposób w jaki są napisane jej książki. Muszę do nich wrócić(mam 3) bo czytałam je jeszcze na studiach.
    Dostałam od Mamy książkę Marie Kondo ale przyznam, że nie mogę przeczytać więcej niż pół strony. Nie wiem czemu ale jakoś wznudziła we mnie negatywne emocje, może jeszcze nie jestem na nią gotowa…a może po prostu w złych momentach po nią sięgałam…
    A o tej trzeciej nie słyszałam:) Widzę, że jesteś specjalistką w temacie:*

    Szczęśliwego Nowego Roku:*

    • Haha tak, ja to się śmieję, że mój minimalizm zaczął się od kupienia stosu książek, czyli mało minimalistycznie 😉 Ja już od wielu lat ciągle powracam do tej książki (i nie tylko do tej zresztą, ale tym razem ona mi wpadła w ręce). A Marie Kondo mnie wciągnęła od pierwszej strony, ale wiem, że niektórych ludzi potrafi denerwować 😉

  • Wiele dobrego słyszałm o książce Marie Kondo, muszę sobie ją w końcu sprawić.

    • Ta książka zdecydowanie daje takiego motywacyjnego kopa 😉 no chyba że będziesz jedną z tych mniej licznych osób, które Marie Kondo denerwuje… 🙂 Daj znać jeśli się na nią zdecydujesz i przeczytasz 😉