Makijaż, Naturalne kosmetyki, Uncategorized

Recenzja naturalnego podkładu Lavera – Natural Liquid Foundation

Hej 🙂

 

 

Moim największym lękiem związanym z naturalną kolorówką jest wizja mnie z różnokolorowymi plamami na twarzy i ubraniu w momencie, gdy będzie mi najbardziej zależało na tym, aby wyglądać względnie dobrze. No bo okej, w domu z dziećmi mogę siedzieć z na wpół startym podkładem i plamami od tuszu do rzęs niczym panda, ale z dającą radość świadomością, że to są naturalne plamy 😉  No ale jednak nawet mi (!) czasami zdarza się wyjść do ludzi. A wtedy nie chcę tracić czasu na zastanawianie się, czy z moim makijażem przypadkiem nic się nie stało.

 

Dlatego bardzo cieszy mnie znajdowanie naturalnych odpowiedników kosmetyków do makijażu, które rzeczywiście działają i na których można polegać. Dziś kilka słów na temat jednego z takich kosmetyków, czyli podkładu niemieckiej marki Lavera.

 

Podkład, który widzicie na zdjęciach, to Natural Liquid Foundation 10h Long Lasting. Jeśli nie macie dziś ochoty na czytanie, to przeskoczcie na sam dół wpisu i zobaczcie, co miałam o nim do powiedzenia niecałe dwa tygodnie temu. Od tego czasu zdążyłam go użyć jeszcze kilka razy i nadal jestem z niego bardzo zadowolona.

 

Podkład ten jest przeznaczony do każdego rodzaju cery. Ma dawać średnie krycie i pozostawiać na skórze zdrowe, świeży wygląd przez 10 godzin. Zawiera organiczne składniki, między innymi organiczny olej arganowy, olej jojoba i ekologiczne liposomy kwiatowe. Podkład jest zamknięty w wygodnej buteleczce z pompką i zawiera standardowe 30 ml. Koszt tego kosmetyku to około 50 złotych. Producent daje nam do wyboru 6 odcieni, a ja oczywiście wybrałam dla siebie nieodpowiedni…

 

 

 

Podkład ma bardzo kremową, przyjemną konsystencję. I rozprowadza się również niemal niczym krem – dlatego też ja bardzo lubię nakładać go palcami. Nie potrzeba do niego żadnych szczególnych zdolności, ciężko jest zrobić nim sobie krzywdę, czy nałożyć zbyt dużo. Podkład jest lekko nawilżający, nie podkreśla suchych skórek (choć nie wiem też, co by było, gdybym miała z nimi jakiś większy problem, ale obecnie moja skóra zachowuje się na szczęście nienajgorzej). Nie zbiera się również w załamaniach skóry.

 

Przy moich potrzebach i upodobaniach, ten podkład daje troszeczkę większe krycie, niż to, które lubię na codzień (a jak może wiecie lub nie, zazwyczaj stosuję lekkie kremy tonujące i to mi w zupełności wystarcza). Tu już czuję się bardziej „pomalowana”, choć efekt nadal jest całkiem delikatny i naturalny. Cera jest pięknie wygładzona i jakby odświeżona.

 

Czy ten kosmetyk jest długotrwały, tak jak zapewnia producent? Hmm i tutaj nadal ciężko jest mi potwierdzić lub zaprzeczyć. Mi się chyba jeszcze po prostu nie zdarzyło mieć go od rana do wieczora, mimo że już dobrych kilka razy udało mi się mieć go na sobie. Ale na pewno trzyma się całkiem nieźle, a gdy już zaczyna się lekko ścierać, to robi to na tyle subtelnie i równomiernie, że skóra nadal wygląda ładnie.

 

Produkt ten ma też ciekawą zdolność dobrego dopasowywania się do skóry. Nie matuje, ani nie rozświetla, ale mam wrażenie, że daje efekt mojej własnej skóry, tylko zdecydowanie ładniejszej. I to nawet mimo tego, że kupiłam sobie zbyt ciemny odcień. I owszem przy rozprowadzaniu widać, że jest ciemniejszy od skóry mojej twarzy, ale już po nałożeniu efekt jest i pod tym względem nienajgorszy, nie odcina się od reszty mojego ciała. Moja blada twarz jest odrobinkę ciemniejsza za sprawą tego podkładu, ale podejrzewam, że normalni ludzie w moim otoczeniu raczej tego nie zauważą. Chyba że mają jakiś dziwny pociąg do szczegółowego obserwowania cudzych twarzy. I  ciał… No nie wiem.

 

Słowem podsumowania, cieszę się, że trafiłam na ten podkład i zamierzam używać go ile będę mogła w ciągu najbliższych miesięcy. Zimą zapewne u mnie nie przejdzie, ale teraz jest całkiem ok. Oczywiście ja nadal wolę leciutkie, niewyczuwalne na skórze kremy tonujące na codzień – przy nich w jakiś sposób czuję się bardziej sobą 😉 Ale ten podkład też daje bardzo ładny, świeży efekt zdrowej skóry, a dzięki lepszemu kryciu skóra pozostaje piękna nawet w te gorsze dni. Pamiętajcie jedynie, że jeśli jesteście blade, jak ściana, to nie wybierajcie innego odcienia, niż najjaśniejszy, ale myślę, że na to, w przeciwieństwie do mnie wpadniecie same…

 

 

 

Pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam do obejrzenia moich wcześniejszych wynurzeń na temat tego podkładu Lavery poniżej. Na filmie zobaczycie też ten podkład w akcji, a dokładnie na mojej twarzy 🙂