Robię mój własny naturalny dezodorant DIY – pierwsze wrażenia

Hej 🙂

 

 

Ponieważ właśnie skończyłam naturalny dezodorant Schmidt’s (o którym pisałam tutaj) i dobiega denka mój antyperspirant, od jakiegoś już czasu zastanawiałam się nad tym, po jaki produkt sięgnąć w następnej kolejności. Myślałam o dezodorancie Pony Hutchen, który miałam już jakiś czas temu i bardzo lubiłam (zwłaszcza jego niesamowity zapach zielonej herbaty, który niczym perfumy przypomina mi się do tej pory i byłby idealny na wakacje). Myślałam również o dezodorancie w sztyfcie Schmidt’s o zapachu lawendy i szałwii (pisałam o nim tu bo był moim prawdziwym ulubieńcem). Myślałam również o tym, aby zapoznać się z czymś całkiem nowym, lub sięgnąć po jeden z tych dwóch sprawdzonych , lecz  w innym zapachu.

 

 

Rozmyślałam tak sobie czyszcząc zlew w kuchni i posypując go właśnie sodą oczyszczoną, gdy dotarło do mnie, że przecież jeszcze nie próbowałam dezodorantu robionego własnoręcznie, choć wiele już razy czytałam w internecie różne przepisy na taki właśnie kosmetyk. Większość przepisów ma sodę w składzie, a ja sodę zawsze mam w domu. Mam również zapas oleju kokosowego, który równie często występuje w recepturach na naturalne dezodoranty. Mam również cały zbiór olejków eterycznych, które ostatnio stoją odrobinę opuszczone i czekają, kiedy wreszcie je wykorzystam.

 

 

Dlatego przed zakupem kolejnego gotowego produktu, postanowiłam wypróbować najpierw domowy DIY naturalny dezodorant.

 

 

Zrobiłam krótki przegląd receptur (ale naprawdę krótki – wszystko w trakcie jednej drzemki dziewczynek) i zabrałam się do mieszania. Po moich ostatnich doświadczeniach z dezodorantem w kremie Schmidt’s zależało mi na tym, aby mój produkt nie był zbyt gęsty, bo wtedy korzystanie z takiego dezodorantu nie jest wygodne. Przejrzałam składy naturalnych dezodorantów, które możemy znaleźć w ofercie sklepów z naturalnymi kosmetykami, pooglądałam filmiki DIY na youtube i zdecydowałam się na najprostszy przepis na dobry początek. Wszystko, co do niego potrzebujemy znalazłam w domu.

 

 

 

 

SKŁADNIKI NA DEZODORANT:

  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżeczki oleju kokosowego
  • kilka kropli naturalnego olejku eterycznego

 

Wykonanie:

Łączymy ze sobą sodę i mąkę, następnie dodajemy olej kokosowy i kilka kropli olejku eterycznego, zapach według uznania. Wszystko dokładnie mieszamy (stwierdzam, że rada, aby rozpuścić olej kokosowy w kąpieli wodnej jest na pewno przydatna, choć mi nie chciało się tego robić – musiałam więc trochę bardziej pomachać łyżeczką). Całość przelewamy do słoiczka i wstawiamy na chwilę do lodówki, aby stężało.

 

 

 

 

Później już tylko nakładamy dezodorant, jak krem, tyle że pod pachy 😉 W bardzo gorące dni można dezodorant przechowywać na stałe w lodówce. Gdy szukałam przepisu, lekko przerażała mnie myśl o nakładaniu pod pachy mąki ziemniaczanej, ale ponieważ występowała ona w wielu przepisach, a jej zamiennikiem była maranta trzcinowa, której w domu raczej nie mam, to postanowiłam spróbować. Chyba nawet w recepturze dezodorantu Pony Hutchen występuje skrobia ziemniaczana. Na szczęście w gotowym produkcie jej nie czuć – oczywiście mąka ziemniaczana zachowuje się inaczej niż normalna mąka pszenna, a ja chyba miałam obawy przed naleśnikami pod pachą – nie trzeba się na szczęście tego bać 😉

Po kilkudniowym używaniu mogę już powiedzieć, że ten dezodorant naprawdę działa. Nakładam go rano i przez cały dzień nie ma ani śladu nieprzyjemnego zapachu. Wręcz przeciwnie zapach olejków, które dodałam utrzymuje się dość długo. Wiem, bo w ciągu tych dwóch dni cały czas wącham swoje pachy, mam nadzieję, że nikt tego nie zauważył…

 

Co w tym dezodorancie działa?

  • olej kokosowy nie tylko nawilża, ale przede wszystkim działa antybakteryjnie
  • soda oczyszczona neutralizuje zapachy
  • mąka ziemniaczana nadaje odpowiednią konsystencję i pochłania wilgoć
  • olejki eteryczne – tu już działanie jest odmienne w zależności od tego, jakich użyjecie

 

Nie miałam jeszcze okazji przetestować tego dezodorantu w bardziej intensywne dni. Podzielę się na pewno moimi spostrzeżeniami po dłuższym czasie stosowania takiego naturalnego, prostego, domowego dezodorantu.

 

Ale Pony Hutchen o zapachu zielonej herbaty matcha na pewno jeszcze trafi w moje ręce 😉 Tego zapachu nie zapomnę i na pewno po moim małym eksperymencie, wkrótce po niego sięgnę.