ROCZNY PROJEKT SZCZĘŚCIE – wprowadzenie

Hej 🙂

 

 

Gdy tylko spotkałam się ze stwierdzeniem, że szczęście to wybór, uderzyło mnie to zdanie z wielką siłą. Od tego czasu próbowałam wprowadzać do mojego życia przeróżne zmiany. Próbowałam to słowo klucz. Wiedziałam, że muszę coś zmienić, abym wreszcie mogła całkowicie szczerze powiedzieć: jestem szczęśliwa. A chyba wszyscy chcemy być w życiu po prostu szczęśliwi? No ja na pewno chcę.

 

 

 

Skąd pomysł na Projekt Szczęście?

Nie jest to mój autorski pomysł. Zainspirowana zostałam przez książkę, która pojawiła się w moim życiu rok temu. Jednak dopiero teraz dotarło do mnie w jakim celu. Podczytywałam ją sobie od czasu do czasu. Trochę identyfikowałam się z autorką i śmiałam się z niej i z nią, bo widzę w nas pewne podobieństwo. I właśnie teraz, po tak długim czasie, dotarło do mnie, że samo czytanie nie przyniesie mi pożytku, nie zmieni mojego życia. Ja MUSZĘ wykonać Projekt Szczęście. A zatem mój Projekt Szczęście tworzę na podstawie książki Gretchen Rubin o takim właśnie tytule.

 

 

Na każdej stronie tej książki zaskakujące było dla mnie, jak wiele mam wspólnego z autorką. Jej słowa, w wielu przypadkach, mogłyby być żywcem wyjęte z moich ust. Jej problemy pojawiały się nie raz w moim życiu. Jej doświadczenia przypominają moje. A może po prostu na codzień nie zwracamy uwagi na to, jak my kobiety mamy ze sobą wszystkie wiele wspólnego? 🙂

Skoro zatem w życiu kobiety podobnej do mnie coś przyniosło pozytywne efekty, dlaczego nie miałabym tego wypróbować na sobie? A zatem postanowione: OTWIERAM PROJEKT SZCZĘŚCIE.

 

 

Czym jest Projekt Szczęście?

Gretchen Rubin pewnego dnia po prostu uznała, że ma bardzo dobre życie, a jednak jej poziom szczęścia nie jest wprost proporcjonalny do warunków, w których przyszło jej żyć. Teoretycznie wszystko jest tak, jak powinno być – ma wspaniałą rodzinę, wymarzoną pracę, dobre warunki materialne, jest zdrowa, a jednak najwyraźniej nie potrafi tego w odpowiedni sposób docenić. I tutaj już mogę pierwszy raz znaleźć analogię do mojego życia. Wydaje się, że wszystko jest tak, jak powinno być, a jednak wiecznie czuję, że czegoś brakuje w tej układance.

Gretchen postanowiła zatem wykonać projekt. Bardzo systematycznie i w niemal naukowy sposób podeszła do usprawnień w dziedzinie odczuwania szczęścia. Utworzyła Projekt Szczęście, wykonała pogłębiony reaserch, ustaliła cele i zadania, a następnie przeszła do ich wykonywania. W następnej kolejności założyła bloga, na podstawie którego powstała książka. Muszę się Wam przyznać, że do tej pory nie zajrzałam na bloga (nie wiem nawet, czy on rzeczywiście istnieje;)). Uznałam jednak, że jeśli za bardzo skoncentruję się na teorii, jak zwykle opóźnię przejście do praktyki.

 

 

Projekt Szczęście w zamierzeniu ma trwać rok. Na wprowadzenie każdego postanowienia mamy miesiąc. Postanowienia, czyli cele główne są podzielone na zadania. I uważam, że jest to całkiem rozsądne rozwiązanie. Doskonale wiem, że mnie samą bardzo często gubiło branie sobie na głowę zbyt wiele na raz. Chęć przewrócenia do góry nogami całego życia już od teraz. Lub od poniedziałku. W Projekcie koncentrujemy się przez cały miesiąc na jednej wielkiej zmianie. Właściwie nie są to nawet postanowienia, co dziedziny życia, które chcemy usprawnić. Po miesiącu dorzucamy sobie następną dziedzinę. Dzięki temu zmiany nie wydają się tak obezwładniające. W ciągu roku planuję wykonać transformację aż dwunastu obszarów mojego życia, a jednak wszystko będzie wykonywane stopniowo.

 

Stopniowo i przede wszystkim w sposób metodyczny. To jest praca zgodnie ze szczegółowym planem. Są cele do wykonania. Są zadania przyporządkowane do celów głównych. Są wreszcie wykonywane w sposób systematyczny czynności kontrolne. Moje czynności kontrolne opierają się w dużym stopniu na blogu i składaniu Wam drogie czytelniczki i czytelnicy raportów na temat moich postępów i doświadczeń. Dodatkowo właśnie tworzę tabelę, w której będę odptaszkowywać (?) wykonane zadania. Ale czy w tak niemal biznesowy sposób można podejść do pojęcia szczęścia? Mam nadzieję, że wkrótce się o tym przekonam.

 

 

Czym jest szczęście?

Szczęście to jedno z tych słów, które trudno zdefiniować raz na zawsze. To tak, jak z miłością. Wszyscy wiemy, co to za uczucie, gdy ją czujemy, ale spróbujcie ją zdefiniować.

Na przykład internetowy Słownik Języka Polskiego PWN tak definiuje szczęście:

szczęście

1. «powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.»

2. «uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan»

3. «zbieg pomyślnych okoliczności»

 

I w tym przypadku punkt drugi jest chyba najbliższy temu, co mogę powiedzieć o szczęściu. A jednak to nie jest dla mnie wystarczająca definicja. Bo szczęście to nie radość, to nie zadowolenie. To coś więcej. To coś, do czego dążę ja i większość znanych mi ludzi (nawet jeśli określamy to na różne sposoby lub nie do końca się do tego przyznajemy). Coś, co trudno określić słowami, lecz łatwo zidentyfikować, gdy już je poczujemy. Mogę chyba uznać na cele tego projektu, że szczęście będę traktować, jako długotrwałe zadowolenie z życia.

 

 

Autorka książki przytacza badania informujące o tym, że o poziomie szczęścia w 50% decydują geny. Inne uwarunkowania obiektywne stanowią 10-20% (płeć,wiek, pochodzenie, stan zdrowia, zawód itd.). Pozostałe 30-40% to efekt sposobu myślenia i zachowania. Wynika z tego zatem, że mamy wrodzoną skłonność do szczęścia, a jednak w znaczący sposób możemy przesuwać jej granice. Możemy to zrobić myślami i zachowaniem. A więc powracamy do początku: szczęście to wybór. Co więcej szczęście to codzienny wybór.

 

 

 

Jakie będą moje kroki w Rocznym Projekcie Szczęście?

KROK I – Wyznaczyć cele i przełożyć je na konkretne zadania

KROK II – Wykonywać zadania zgodnie z harmonogramem

KROK III – Regularnie przypominać sobie cele i zadania i kontrolować je

Łatwizna… 😉

 

 

Ale co ja mam zrobić, żeby osiągnąć szczęście?

Nie chciałam mojego Projektu opierać na wytycznych autorki książki. A jednak z bardzo wieloma sprawami zgadzałam się. Wiele z nich już od dawna pojawiało się na moich listach celów życiowych i wśród moich postanowień. To co autorka pisze, zwyczajnie ma dla mnie sens, bo pojawia się w mojej głowie już od dawna.

Postanowiłam zajrzeń do moich notatników. Od wielu już lat prowadzę różnego rodzaju zeszyty, notatniki, kalendarze. Robię w nich listy, notatki z książek, plany na przyszłość, spisuję pomysły, cele i wartości. Odkurzyłam również mój Dzienniczek Wdzięczności. Zastanawiałam się co jest dla mnie ważne, co mnie cieszy, daje satysfakcję, ale też nad tym, co mnie denerwuje i przynosi negatywne emocje, z czego nie jestem zadowolona. Stwierdziłam, że to będzie najlepszy sposób, aby stworzyć mój własny projekt. Ostatecznie większość punktów pokrywa się z postanowieniami autorki lub są one bardzo podobne.

 

Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że żadne okoliczności zewnętrzne nie sprawią, że będę w pełni szczęśliwa (tąpnęło mną szczególnie mocno, gdy zamieszkałam w moim wymarzonym, wyśnionym domu, w którym miałam być już wiecznie szczęśliwa – a tu niespodzianka: cieszyłam się, owszem, ale w środku kompletnie nic się nie zmieniło i nie poczułam się wcale szczęśliwsza niż mieszkając w wynajmowanej kawalerce). A jednak uważam, że pewne podstawowe warunki powinny zostać spełnione, aby móc w pełni cieszyć się z każdego dnia i aby móc doceniać życie na każdym kroku. W ten właśnie sposób powstał mój Roczny Projekt Szczęście. Wzorowałam się na projekcie autorki książki i na moich własnych notatkach i pomysłach z ostatnich lat.

 

 

Moje cele i zadania na ten rok poznacie w następnym wpisie. Możliwe, że ulegną one jeszcze modyfikacji. Na razie zrobiłam wersję roboczą 😉 Grudniowy cel jest już jednak jak najbardziej określony, ustalony, a nawet ruszyłam pełną parą z robotą. Ale o tym innym razem…

 

BUZIAKI! 🙂