ROCZNY PROJEKT SZCZĘŚCIE, Rozwój, Szczęście, Uncategorized

Spacer w deszczu i takie tam…

Hejo hej 🙂

 

 

 

Jeśli czytałaś moje wpisy z cyklu „Projekt Szczęście”, to pewnie zauważyłaś, że temat szczęścia bardzo mocno zajmuje moją wielką głowę. Ostatnio myślę sobie, że wręcz za mocno 😉 Bo przecież siłą tego szczęścia nie jestem w stanie przyciągnąć. Ono pojawia się raczej wtedy, kiedy zupełnie odpuszczam.

 

 

 

Wydaje mi się, że to właśnie moje przemyślenia na temat szczęścia zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem teraz. Wprowadziły do mojego życia (i nie tylko mojego…) istny chaos. Jeśli jeszcze rok temu ktokolwiek powiedziałby mi, co się będzie działo w tym dziwnym 2018 roku, zapewne nie byłabym w stanie uwierzyć. Zapewne pomyślałabym również, że te wszystkie sytuacje nie mogą mieć absolutnie nic wspólnego ze szczęściem. Jeśli dostałabym wtedy wypisane na kartce niczym w scenariuszu wszystkie te negatywne sceny, które wydarzą się w moim życiu, na pewno nie uwierzyłabym, że jednocześnie z nimi będę mogła odczuwać szczęście. A wbrew pozorom, teraz, kiedy wszystko jest nie tak, odczuwam to szczęście dużo bardziej intensywnie niż kiedyś. Ale nie bez przerwy…

 

 

Chyba przyszła pora na bardzo osobisty wpis. Czasami mam wrażenie, że wszystko w moim obecnym życiu idzie nie tak, jak powinno. Kiedy myślę sobie, że nic gorszego już nie może się wydarzyć, wtedy życie daje mi pstryczka w nos i pokazuje, że może wymyślić dla mnie coś jeszcze ciekawszego. Zaczynam chyba powoli rozumieć tę lekcję od Wszechświata. Najwyraźniej za dużo narzekam, bo przy każdej nowej sytuacji widzę, że to, na co narzekałam jeszcze wczoraj i co wpędzało mnie w negatywny nastrój, dziś już w sumie nie jest niczym ważnym w porównaniu do tego, co się dzieje obecnie. Zaczynam się zatem uczyć. Widzę, że wszystko to, co i dziś sprawia, że mam ochotę usiąść na podłodze i już z niej nie wstawać, jutro prawdopodobnie zobaczę w trochę innych kolorach. Albo przynajmniej wydarzy się coś takiego, co to przebije 😉

 

A jednocześnie zaczynam wszystkie moje trudności po prostu doceniać. Bo im większe są te potwory, tym bardziej później doceniam te małe rzeczy. Te chwile spokoju. Łyk herbaty. Niedzielny spacer w deszczu o siódmej rano. Bez parasolki. Ciepło puszystej pościeli. Moment, w którym dostaję telefon, że jednak na razie prawdopodobnie nie jest tak źle, jak się wydawało.

 

 

Popisowe minki diabełków przebranych za aniołki 🙂
Te dwie wariatki zawsze cieszą się z małych rzeczy… 🙂

 

 

I coraz lepiej widzę, że szczęście kryje się właśnie w tych małych rzeczach. W tych momentach oddechu od trudów naszego życia. I troszeczkę mniej dążę do tego, żeby to szczęście czuć bez przerwy. Chyba powoli staję się gotowa na to, aby pogodzić się z faktem, że nie jest to możliwe. Bo jak by to było, gdybym była wiecznie szczęśliwa? Czy aby na pewno byłabym w stanie docenić to wszystko, co mam?

Próbuję zatem akceptować to, że czasami/często jestem wkurzona. Odczuwam smutek. Płaczę przez godzinę albo rzucam czymś w ścianę. Bo wiem, że i to w końcu przejdzie. Powoli uczę się też akceptować emocje innych ludzi i już sama nie wiem, co z tych dwóch jest trudniejsze 😉 (bo Wy moi drodzy Ludzie i Koty dajecie mi nie raz nieźle popalić 🙂 Ale i tak Was KO!). Akceptuję jednak, bo wiem, że za kilka chwil czy kilka dni przyjdzie ten moment radości i spokoju. I wbrew pozorom przyjdzie dużo szybciej, jeśli dam sobie miejsce na to wszystko, co sama uznaję za negatywne.

 

Nie wiem, czy to, co piszę ma sens. Dziś po prostu to ze mnie wypłynęło, a że akurat stał przede mną komputer, a nie jak zazwyczaj – zeszyt, stąd efekt mojej paplaniny w głowie możesz przeczytać i Ty 🙂

 

 

A co z tego wszystkiego wynika? Chyba jedynie tyle, że nie pozostaje mi już nic innego, jak bardziej zauważać te drobne rzeczy. Bo dopiero kiedy zaczynam na nie zwracać uwagę, okazuje się, że wbrew pozorom jest ich całkiem dużo. Ja daję sobie zatem pozwolenie na docenianie i rozkoszowanie się każdym najdrobniejszym momentem radości i szczęścia. Będę o nich trąbić i rozpamiętywać. I przyciągać więcej… A Ty?

 

 

 

 

  • Nikuś

    Kochana dokładnie…czekając aż szczęście na nas spłynie możemy nigdy go nie zaznać, a ono jest tu i teraz, w tych drobnych gestach, chwilach, sekundach..carpe diem prawda? Łatwo „przegapić” życie jeśli ciągle się czeka, że kiedyś będzie lepiej..żyjąc tak, by ten dzisiejszy dzień już się skończył, bo jutro może będzie lepiej..A ważne jest tu i teraz..Nie to co wczoraj , nie to co jutro – tylko dzisiaj jest realne i mamy jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje- od nas zależy czy ten dzień nam „przepłynie” przez palce czy będzie tym wyjątkowym..każdy dzień jest wyjątkowy..i szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko czasem, żeby je dostrzec trzeba się pochylić, zatrzymać, odnaleźć je nawet wśród trudnych chwil..Pięknego dnia pełnego szczęścia Kochana|!

    • „Każdy dzień jest wyjątkowy” – masz z tym całkowitą rację 🙂 Tylko nie zawsze potrafimy to zauważyć i… docenić 😉 Dziękuję Ci za cudny komentarz :)))

  • Dorotko, mam nadzieje, że wszystko zacznie się u Ciebie układać i teraz zaczną się same pozytywne rzeczy u Ciebie zadziewać. Zgadzam się z wieloma kwestiami o których wspominasz, o tym, że trzeba odpuszczać i cieszyć się z małych chwil. Ja czasami jestem po prostu zmeczona ciągłym rozmyślaniem, szukaniem przyczyn, łączeniem faktów- jestem taką osobą która robi to praktycznie non stop. Teraz staram się przyjmować rzeczy takie jakie są, póki co udaje mi się to w małym stopniu…no ale staram się pilnować. Wydaje mi się, że niestety ludzie którzy mają skłonność do analizy mają gorzej:D tak samo jak wrażliwcy…co dobrego nam przychodzi z tych cech?:)
    Fortuna kołem się toczy:)

    • Kochana dziękuję, w sumie co chwilę jakieś pozytywne rzeczy się dzieją 😉 Co do reszty komentarza, to widzę, że mamy podobnie. Ja też jakiś czas temu usłyszałam o sobie, że wiecznie wszystko analizuję w głowie, nawet jeśli się do tego nie przyznaję 😉 Swoją drogą ciekawą książkę jakiś czas temu zaczęłam czytać – „Wysoko wrażliwi” E. Aron (słyszałaś może?). Podobno ta wrażliwość na coś się jednak może przydać i gatunkowi ludzkiemu i innym, bo i u zwierząt takie osobniki bardziej wrażliwe występują :)))

      • Nie słyszałam, zaraz sprawdzę co to za książka:) Dziękuje za polecenie:*