Makijaż, Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized

Świetne tonujące balsamy do ust Weleda – recenzja osoby z problematycznymi ustami ;)

Hej:)

 

 

Może „problematyczne usta” to lekko naciągane wyrażenie w odniesieniu do cery problematycznej, ale moje usta zdecydowanie nie ułatwiają mi zadania, jakim jest ich pielęgnacja. Walczę z wiecznie przesuszonymi, odchodzącymi skórkami. A właściwie, to już tak do nich przywykłam, że często zapominam o tym, że mogą nieciekawie wyglądać. Dlatego moje kosmetyki do pielęgnacji ust muszą być po prostu dobre, a zarazem przyjemne w użyciu. Najlepiej, gdy oprócz pielęgnacji mają też jakąś wartość dodaną tak, abym chciała co chwilę ich używać.

 

 

O marce kosmetyków naturalnych Weleda słyszałam już wiele dobrego. Firma Weleda samodzielnie hoduje rośliny we własnych ogrodach, a wszystkie produkty tworzy wyłącznie z naturalnych składników. A jednak wcześniej nie skusiłam się na żaden produkt do czasu, gdy zobaczyłam te fajne kolorowe balsamy do ust. Być może skuszę się na inne produkty marki, bo dzięki tym kosmetykom do ust mam z Weledą bardzo przyjemne skojarzenia.

 

Balsamy tonujące Weleda występują w trzech odcieniach: Rose, Nude i Berry Red. Obecnie mam wszystkie trzy odcienie, choć muszę przyznać, że różnica między nimi nie jest drastyczna. Z pewnością wystarczy Wam jeden na raz 😉

Balsam otrzymujemy w pudełku. Sam produkt znajduje się w wyciskanej tubce o pojemności 10 ml. Zapłaciłam 36 złotych za sztukę.

 

 

 

 

 

Skład balsamu Berry Red:

Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Wax, Hydrogenated Castor Oil, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Mica (CI 77019), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Iron Oxides (CI 77491), Titanium Dioxide (CI 77891), Fragrance (Parfum)*, Citronellol*, Benzyl Alkohol*, Geraniol*, Eugenol*, Farnesol*. *from natural essential oils

 

Pozostałe mają praktycznie identyczny skład, zmienia się tylko kolejność składników.

 

 

 

Moje wrażenia:

 

Balsam tonujący Weleda jest produktem przede wszystkim pielęgnacyjnym. Dodatkowo ma dodawać ustom lekkiego zabarwienia. Efekt, jaki daje można porównać z lekkim półprzezroczystym błyszczykiem. Koloryt ust jest delikatnie zmieniony. Balsam ładnie rozświetla usta. Mam wrażenie, że dzięki temu usta są lekko powiększone, jakby wypełnione. Balsam, na moje potrzeby spisuje się nieźle. Dobrze nawilża, muszę go jednak nakładać ponownie po mniej więcej dwóch godzinach, bo do tego czasu się wchłania (lub go zjadam…).

 

Kolor, jaki nadaje balsam to taki właśnie delikatny Nude, w zależności od odcienia jest tylko bardziej wpadający w róż lub brąz, ale nie ma zbyt dużej różnicy pomiędzy nimi. Moje usta dzięki balsamom Rode i Nude są trochę jaśniejsze, niż w naturalnym stanie, a Berry Red lekko podkreśla naturalny kolor, delikatnie przyciemnia i nadaje ciepły odcień. Balsam ma lekko lepką konsystencję, ale nie zauważyłam, aby moje włosy jakoś szczególnie mocno się przyklejały do ust po jego użyciu (choć nie byłam chyba na jakimś szczególnie dużym wietrze, więc głowy za to nie dam). Zapach jest moim zdaniem nijaki, nie zachwyca mnie, ale też nie przeszkadza, mógłby być ładniejszy.

 

Jednym słowem (albo trzema) – naprawdę fajne produkty. Nie są może najtańsze, ale też jeszcze nie jest najgorzej. Mają bezpieczne składy, dobrze nawilżają i pielęgnują usta, a dodatkowo nadają całkiem przyjemny blask i delikatny jasny kolorek. Ja z nich korzystam z przyjemnością.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Nie miałam jeszcze produktów tej marki.

    • Dorota

      To też mój pierwszy raz z tą firmą 😉

  • mogłabym sięgnąć po ten najciemniejszy, jestem fanką trwałych pomadek a balsamy używam na noc więc zazwyczaj bezbarwne

    • Dorota

      Nawet ten ciemny na ustach nie jest zbyt ciemny. Daje bardzo delikatne pogłębienie koloru. Ja akurat za trwałymi pomadkami nie przepadam 😉 choć są wyjątki.