Makijaż, Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized

Tata Harper Volumizing Lip and Cheek Tint i Be Adored Lip Treatment – wydałam na nie 300 złotych i…

Hej:)

 

 

Nie będę ukrywać, że zauroczenie naturalnymi kosmetykami, bazującymi na roślinnych składnikach, to w moim przypadku postępująca już choroba. Natomiast zauroczenie marką Tata Harper dopiero się zaczęło, ale powoli już przeradza się w całkiem silne uczucie. Zapraszam na moją bardzo subiektywną i podyktowaną emocjami, a nie obiektywnymi spostrzeżeniami, recenzję dwóch produktów do ust i policzków.

 

Tata Harper to marka organicznych kosmetyków, która tworzy swoje produkty w Vermont w USA. Firma dba o jakość swoich składników od samego początku ich powstawania. Doglądają roślin na swojej farmie, dzięki czemu mogą kontrolować na każdym etapie, co dokładnie wejdzie w skład kosmetyków. Kosmetyki Tata Harper nie zawierają żadnych syntetycznych składników. Założycielka marki chciała stworzyć kosmetyki naturalne, które będą skuteczne, a jednocześnie dadzą odczucia używania wyjątkowych, luksusowych produktów. Moim zdaniem świetnie jej się to udało:)

 

 

 

Produkty, które mam w swojej kosmetyczce, to Volumizing Lip and Cheek Tint w kolorze Very Naughty, czyli błyszczyk do ust i róż na policzki oraz Be Adored Lip Treatment, czyli różowa odmładzająca pomadka do ust. Koszt pierwszego to około 150 złotych, drugi wyniósł mnie około 130 złotych.

 

 

Volumizing Lip and Cheek Tint

 

 

Volumizing Lip and Cheek Tint jest zapakowany w przepiękny szklany słoiczek ze złotym wieczkiem, o pojemności 5,5 grama, oraz w kartonowe pudełko, czyli podobnie, jak maska Tata Harper. Produkt ma intensywnie czerwony kolor, co widać na zdjęciach. Nie jest to jednak kosmetyk dający pełne krycie, wykończenie jest trochę bardziej zbliżone do tego po użyciu błyszczyku. Intensywność odcienia można stopniować. Ja zazwyczaj kilkukrotnie dosłownie lekko przytykam do ust opuszkę palca z błyszczykiem, aby ożywić i pogłębić mój naturalny kolor warg i to mi całkowicie wystarcza, a różnica od razu jest widoczna. W razie potrzeb produktu można nałożyć więcej, aby uzyskać bardziej intensywny efekt.

To samo dotyczy nakładania tego produktu, jako różu na policzki – wystarczą dosłownie dwa dotknięcia policzka, a następnie roztarcie i wyrównanie koloru (w innym przypadku można uzyskać dość teatralny efekt, co oczywiście też mi się udało, bo jestem tak utalentowana w dziedzinie makijażu:)).

 

Róż do ust i policzków Tata Harper nie jest w moim przypadku wystarczająco nawilżający. Zazwyczaj muszę najpierw nałożyć na usta jakiś odżywczy produkt, no chyba, że mam dzień super nawilżonych ust (co niestety niezbyt często się zdarza). Dlatego też stanowi on dobre połączenie z odmładzającą pomadką, o której za chwilę. Dlatego czasami pod spód nakładam pomadkę nawilżającą, czasami natomiast najpierw nadaję ustom kolor za pomocą tego produktu, a następnie nakładam odrobinę nawilżającego kosmetyku – w każdym przypadku piękny czerwony odcień dobrze się utrzymuje.

 

 

Róż jest bardzo lekki, dobrze i przyjemnie się rozsmarowuje, zarówno na ustach, jak i na policzkach. Oprócz efektu kolorystycznego, ma on również działanie pielęgnacyjne. A czy powiększa usta? Hmm nie zauważyłam takiego jego działania, choć na pewno pięknie je podkreśla.

 

Nie jest to tani kosmetyk, ale na pewno jest niezwykle wydajny. Ja używam go dosłownie odrobinkę na codzień i jeszcze praktycznie nie widać jego zużycia.

 

Czy warto go kupić? Tu już same musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie;) Na pewno można znaleźć tańsze jego odpowiedniki, mające podobne działanie. Lecz mi daje sporo przyjemności używanie tego kosmetyku. Czuję, że daję sobie na codzień taką odrobinkę luksusu, a jednocześnie coś, co jest dobre dla mojej skóry i na pewno mi nie zaszkodzi. Jestem pewna, że wystarczy mi na długo, więc zdecydowanie nie żałuję tego zakupu. „Tint” występuje też w innych odcieniach i niewykluczone, że prędzej czy później sięgnę po kolejny słoiczek. 🙂

 

 

 

Skład:

Cocos nuciferra (Coconut) Fruit Extract, Helianthus annuus (Sunflower) Seed Oil*, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Cera Alba (Beeswax)*, Caprylic/Capric Triglyceride, Helianthus annuus (Sunflower) Seed wax, Natural and Organic flavors, Palmitoyl Isoleucine, Camellia sinensis (Green Tea) seed oil*, Plukenetia (Sacha Inchi) Volubilis Oil*, Euterpe oleracea (Acai) fruit oil*, Caprylic/Capric Triglyceride, Lavandula stoechas (Spanish Lavender) Extract, Tocopherol MAY CONTAIN: Iron Oxides (CI 77499, CI 77491, CI 75409, CI 77891, CI 77492) Carmine, Jojoba Esters, Mica, Trihydroxystearin

 

 

 

 

Be Adored Lip Treatment

 

 

Be Adored Lip Treatment jest moim ulubieńcem w pielęgnacji ust. Właściwie nie wiem dlaczego pomadka ta nie trafiła do moich kwietniowych ulubieńców, bo powinna być na podium na równi z korektorem Emani (ulubieńcy kwietniowi – tutaj, recenzja korektora Emani – tutaj).

 

Ta pielęgnacyjna, odmładzająca pomadka działa na moje wiecznie przesuszone usta wprost rewelacyjnie. Jest to pomadka nawilżająco-wygładzająca z odrobiną koloru. Działanie wygładzające jest widoczne natychmiast po nałożeniu. Usta są wypielęgnowane, a jednocześnie ich odcień jest lekko podkreślony. Używam jej zamiennie z Volumizing Lip and Cheek Tint, gdy chcę by efekt był nieco delikatniejszy.

 

 

 

Pomadka, oprócz bardzo przyjemnego działania, ma też piękny zapach. A do samego działania nie mam żadnych zastrzeżeń – nawet gdy moje usta są w beznadziejnym stanie, to ta pomadka daje radę. Oprócz wygładzenia i odżywienia, daje też efekt zdrowych, lekko podkreślonych ust. Samo opakowanie jest metalowe i, tak jak inne produkty marki, w pięknych kolorach zieleni i złota.

 

 

 

Skład:

Olea europea (Olive) oil*, Beeswax*, Camellia sinensis (Green Tea) seed oil*, Theobroma cacao (Cocoa) oil*, Prunus armeniaca (Apricot) kernel oil*, Caprylic/Capric Triglyceride (derived from coconuts), Euterpe oleracea (Acai) fruit oil*, Persea gratissima (Avocado) oil*, Vegetable oil*, Palmitoyl Isoleucine (Derived from starch), Sambucus nigra (Elderberry) fruit extract, Phoenix dactylifera (Date) seed extract, Lavandula stoechas (Spanish Lavender) extract, Filipendula ulnaria (Meadowsweet)*, Carmine, Medicago sativa (Alfalfa/ luzerne) flower*, Calendula officinalis flower*, Matricaria recutita (Chamomile)*, Symphytum officinale (Comfrey)*, Lavandula spp. (Lavender)*, Tocopherol (Vitamin E), Natural and Organic flavors* Składniki pochodzenia organicznego

 

 

 

Opisuję te dwa kosmetyki w samych superlatywach, bo dla mnie nie mają wad. Oczywiście, że lubię je też dlatego, że używając ich mam wrażenie, że daję sobie odrobinkę luksusu, przy jednoczesnym korzystaniu z dobrodziejstw natury. Kupując dwa produkty na raz wychodzi spora sumka, niczym za kosmetyki z odrobinę wyższej półki. Ale to jest taka naturalna wyższa półka. Moim zdaniem warto, jeśli macie możliwość zrobić sobie taki prezent z wyjątkowej okazji (lub bez okazji, jeśli wolicie). Ale uwaga, bo to wciąga:)