Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Uncategorized, Zdrowie

Tego JEDNEGO składnika w kosmetykach lepiej unikać

Hej:)

 

Zdarza mi się mówić, że chcę unikać zbędnej „chemii” w moich kosmetykach i moim otoczeniu. To jest oczywiście duże nadużycie, bo po pierwsze chemia jest wszędzie wokół nas (i nawet w nas). Po drugie, rozumiejąc „chemię”, jako syntetyczne składniki, też nie ma co zbytnio wyolbrzymiać problemu. A czym są „naturalne” produkty? Naturalne to może jest jabłko, które zerwę sobie z drzewa, zmiksuję na papkę i położę na twarz. Ale czy w ogóle o kosmetykach produkowanych na skalę masową (które przecież też tworzone są w laboratoriach!) możemy jeszcze powiedzieć, że są naturalne? Ta kwestia jest dyskusyjna.

 

Ja oczywiście uwielbiam wszystkie tak zwane „naturalne” kosmetyki. Zwłaszcza te, tworzone przez firmy z misją wprowadzania dobrych zmian, z przesłaniem stworzenia tego, co nam przyniesie jak największe korzyści i jak najmniej szkody dla człowieka i dla całej ziemii. Nie jest jednak tak, że za wszelką cenę i z szaleństwem w oczach unikam syntetycznych składników. Staram się po prostu być jak najbardziej świadoma, czego używam, co znajduje się w moich kosmetykach, co powinnam ograniczać dla własnego spokoju ducha.

 

Żyjemy w czasach, które dają nam, jak nigdy dotąd, niezwykle duży dostęp do wiedzy. Możemy też dzięki temu sprawdzić co dokładnie producenci wrzucają do naszych kremów, szamponów i maseczek. Marki mają obowiązek, aby zamieścić kompletną listę składników na opakowaniu produktu. Trzeba trochę samozaparcia i zabawy, aby odszyfrować, co oznaczają i czym są niektóre z tych składników, ale jest to wykonalne. Istnieje jednak pewna grupa składników, które wymykają się klasyfikacji.

 

A są to składniki składające się na kompozycję zapachową produktów znane z opakowań, jako FRAGRANCE/PARFUM. A czym tak naprawdę są te składniki? Otóż w tym właśnie problem, że nikt z nas tak do końca nie jest w stanie się tego dowiedzieć. Albowiem firmy nie są zobligowane do wyszczególnienia, co pod tą nazwą w danym produkcie się znajduje. Mogą się pod nią kryć setki syntetycznych substancji, a ich działania nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wystarczy jednak wiedzieć, że niektóre spośród substancji zapachowych mogą wywoływać alergie, astmę, lub choćby migreny. Czy konsekwencje mogą być jeszcze bardziej groźne? Jeśli nie wiemy, co nakładamy na skórę, to trochę ryzykujemy naszym własnym zdrowiem. A ja na pewno tego nie chcę. I tak, mogą to być równie dobrze naturalne składniki, bo takie też pod tym sformułowaniem się kryją, ale w sumie skąd mamy wiedzieć, na które z nich trafimy?

 

Co jednak masz zrobić, jeśli lubisz ładne zapachy? Wiele marek świetnie radzi sobie z tym problemem, używając w swoich produktach olejków eterycznych. Dodatkowym plusem olejków jest też ich dobroczynny wpływ na ciało człowieka i właściwie na jego cały układ nerwowy. Zazwyczaj też nie trafiają one do kategorii parfum/fragrance, tylko są wyszczególnione w składzie. Możesz też świadomie używać produktów z syntetycznymi składnikami zapachowymi, ale ograniczyć ich ilość, lub stosować je od święta. Ja tak właśnie robię z perfumami, do których mam sentyment, mimo że ostatnio one także wydają mi się już zbyt intensywne.

 

Jestem daleka od zbytniego demonizowania kosmetyków tradycyjnych i substancji w nich zawartych, bo chyba musiałabym od tego zwariować. Jeśli mogę coś zastąpić bardziej naturalnym, czy organicznym kosmetykiem, to to robię. Jeśli chcę użyć zwykłego kosmetyku, to to robię i zbytnio tego nie przeżywam. Ale jestem za tym, aby firmy w tym przypadku troszeczkę ułatwiły nam sprawę. Nawet całkowicie naturalny i najbardziej organiczny olejek eteryczny może wywołać choćby reakcję alergiczną. Jeśli jednak wiesz, że znajduje się on w danym kosmetyku, to zwyczajnie tego produktu nie kupisz. A jeśli zostanie on ukryty pod tajemniczą nazwą PARFUM, to możesz sobie zwyczajnie zaszkodzić, jeśli zaryzykujesz.