Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Ulubieńcy, Uncategorized

Ulubieńcy grudnia 2017

Hej 🙂

 

 

Witam Was serdecznie w Nowym Roku 🙂 Ten poprzedni był dla mnie inny niż wszystkie, trochę bardziej intensywny niż poprzednie, jednym słowem trochę się działo, ale zdecydowanie bardzo pozytywnie. Mam nadzieję, że 2018 będzie jeszcze lepszy, czego i Wam wszystkim tu do mnie zaglądającym życzę z całego serca!!! 🙂 A na pierwszy wpis w Nowym Roku wybrałam taki, który miał się ukazać jeszcze w poprzednim miesiącu. Uważam, że jeśli mamy coś zaległego do zrobienia, to najlepiej rozprawić się z tym jak najszybciej, a zatem zapraszam Was na ulubieńców grudnia 2017.

 

 

 

Jak zawsze u mnie, jak już coś polubię, to nie chcę się z tym w ogóle rozstawać (z tego powodu codziennie spotkacie mnie z tą samą torebką… hmm choć w tym przypadku to może raczej lenistwo, bo komu się chce przepakowywać te wszystkie graty z torebki do torebki?). Jak zatem przystało na prawdziwych ulubieńców, grudniowi ulubieńcy towarzyszyli mi niemal codziennie w moich życiowych bojach… A oto i oni:

 

 

  • krem pod oczy 100% Pure z wyciągiem z zielonej kawy

To jest najlepszy krem pod oczy, jaki kiedykolwiek miałam! Serio. Przeciwzapalna zielona herbata i kofeina z zielonej kawy mają zmniejszać obrzęki, zwiększać mikrokrążenie i rozjaśniać cienie. Do tego masa witamin, antyutleniaczy i odżywczy olej z dzikiej róży. Cieni nie mam, ale za to spore obrzęki i od kiedy tego kremu używam, moja skóra pod oczami wygląda zdecydowanie dużo lepiej. Krem dobrze się wchłania, ale jednocześnie cały czas czuć taką przyjemną ochronną warstewkę na skórze. I absolutnie nie jest to żadna przeszkadzająca, niewchłonięta warstwa. Uwierzcie mi, bo ja bardzo nie lubię, jak coś mi siedzi w okolicach oczu, a później jeszcze przemieszcza się i niepostrzeżenie wpływa do oka. Chyba z tego powodu tak nieregularnie do tej pory używałam kremów pod oczy, bo nawet nałożone w niewielkich ilościach, ostatecznie w jakiś przedziwny sposób dostawały się do oczu. Do tej pory znosiłam jedynie masełko kawowe, które zresztą też trafiło do ulubieńców. Ten krem pozostaje tam, gdzie się go nałoży. Nie przemieszcza się, nie przeszkadza pod makijażem, jest bardzo komfortowy. Odżywia i wzmacnia delikatną okolicę pod oczami. Do tego ten przepiękny zapach ciasteczek 🙂 Krem od czasu do czasu można kupić tutaj.

 

 

  • krem matujący na dzień handmade by Organic Makeup 😉

Dostałam w listopadzie przecudny lekki krem na dzień. Tym fajniejszy prezent, że zrobiony własnoręcznie przez wspaniałą osobę i mogę powiedzieć, że spersonalizowany (tak to się nazywa?), po prostu dopasowany do potrzeb mojej cery. Krem miał właściwości lekko matujące i bardzo dobrze się sprawdzał pod większość moich podkładów. Skóra rzeczywiście dłużej była matowa, ale jednocześnie cały czas nieźle nawilżona. Krem służył mi równo miesiąc i ostatnio z wielkim niezadowoleniem zauważyłam wyjmując go z lodówki, że niestety zepsuł się. No ale tak to już jest z domowymi kosmetykami. Same dobre składniki w środku, więc i większe prawdopodobieństwo, że krem szybciej się popsuje.

 

 

  • książka Kosmetyki Naturalne DIY

Świetna książka dla wszystkich osób, które chciałyby zrobić sobie w domu swoje własne naturalne kosmetyki, ale boją się, że sobie nie poradzą. Wygląda na to, że założycielki marki Uoga Uoga wykonały kawał dobrej roboty, nie tylko wprowadzając na rynek świetne naturalne kosmetyki, ale też pisząc tę książkę i zachęcając nas do tworzenia naturalnych dobroci we własnym domu. Mnie w każdym razie przekonały. Wykorzystałam już kilka przepisów z tej książki i bardzo lubię do niej zaglądać w celu szukania inspiracji. Przepisy są proste, łatwe do wykonania, a do ich zrobienia nie potrzebujemy żadnych wyszukanych składników. Do wielu z nich wystarczy zawartość kuchni i lodówki. Do niektórych będą potrzebne hydrolaty, oleje, glinki i na przykład wosk pszczeli, ale możemy wybrać dosłownie kilka podstawowych i też nie wydamy na nie fortuny. Dodatkowo działanie i przeznaczenie poszczególnych składników jest dokładnie opisane, a zatem z powodzeniem możemy sobie poszczególne składniki przepisów pozamieniać wedle uznania i dopasować do swoich potrzeb i do zawartości szafki z zapasami kosmetycznymi. Z całego serca polecam, zwłaszcza tym osobom, które są początkujące w sztuce tworzenia domowych kosmetyków. Książkę znajdziecie tu:)

 

 

 

  • maskara do brwi 100% Pure

Muszę przyznać, że jeszcze nie do końca opanowałam moje brwi. Z kredką do brwi na razie nie doszłam do porozumienia. Podoba mi się efekt, gdy maluje mnie ktoś inny. Sama nie potrafię tak się pomalować, aby nie wyglądać dziwnie. Chyba dlatego tak bardzo polubiłam maskarę do brwi 100% Pure. Przebija ona wszystkie inne „normalne” nienaturalne maskary do brwi, które miałam do tej pory. Nie tylko ładnie utrzymuje brwi na miejscu, ale też podkreśla je, zagęszcza, wypełnia ubytki. A wszystko to w bardzo naturalny sposób. I nie mówię tu o składzie, który jest super naturalny, jak wszystkie kosmetyki tej marki, ale przede wszystkim o efekcie, który daje. Można użyć jej tylko troszeczkę, aby jedynie uporządkować brwi, ale można uzyskać z jej pomocą naprawdę intensywny efekt dla mocniejszej oprawy oka. Moją maskarę do brwi znajdziecie tutaj.

 

  • dezodorant Weleda

Od kiedy przestawiłam się na naturalne dezodoranty, przy każdych niemal zakupach mój wzrok przyciągają właśnie takie produkty. Dezodorant Weledy znalazłam w aptece. Sprawdza się on u mnie bardzo dobrze, a do tego ma całkiem przyjemny różany zapach. Już nawet przyzwyczaiłam się do tej formy nakładania dezodorantu i pokusiłam się o wykonanie własnego naturalnego dezodorantu w sprayu. A zatem ja mój dezodorant kupiłam w aptece, ale znajdziecie go również tutaj.

 

 

  • masło migdałowe Sante

Uwielbiam wszelkie masełka orzechowe i tym podobne (że już nie wspomnę o uwielbianej i nienawidzonej przeze mnie jednocześnie Nutelli). Tym razem sięgnęłam po zdrowszy odpowiednik w postaci masła migdałowego. W składzie same migdały, zresztą nawet nieblanszowane. Pyszny słodziutki, pięknie pachnący deser. Wspaniały dodatek do kanapek, do wafelków ryżowych czy nawet do owsianki. Oczywiście u mnie znika po prostu wyjadane łyżeczką prosto z opakowania, a najlepszą rekomendacją jest chyba to, że od zrobienia tych zdjęć nie minął jeszcze nawet tydzień, a mojego masełka już nie ma…

 

 

Jeśli macie ochotę tych moich ulubieńców obejrzeć sobie dokładniej i posłuchać, co jeszcze mam o nich do powiedzenia, to zapraszam do nagranego przeze mnie kilka dni temu filmu właśnie o grudniowych ulubieńcach.

 

 

No dobrze, zaległy obowiązek wykonany, a ja zabieram się zatem za nowy wpis na temat kolejnego wyzwania w moim Projekcie Szczęście.

 

BUZIAKI!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Nikuś

    Świetni ulubieńcy:-) Podzielam zachwyt nad kremem pod oczy 100% Pure:-) A dezodorantem z Weledy bardzo mnie zaciekawiłaś-jaką różą pachnie? Czystą lekką?

    • Dziwną… 😉 Tzn to nie jest taki czysty zapach róży jak z hydrolatu czy olejku tylko coś tam jeszcze przebija, nie potrafię nazwać 🙂

  • Kusisz tą maskarą do brwi, za niedługo moja Lavera się skończy:D:D:D
    Też uwielbiam ten krem pod oczy<3 Ulubiony zapach:)

    • Kuszę, bo naprawdę fajna jest 🙂 Oj zapach tego kremu jest niesamowity 🙂