Naturalne kosmetyki, Pielęgnacja, Pielęgnacja włosów, Ulubieńcy, Uncategorized

Ulubieńcy lipca 2017 | Kosmetyczni i niekosmetyczni

Hej 🙂

 

Już nie będę kolejny raz pisać o tym, jak szybko mi minął następny miesiąc (ups… chyba napisałam). Jest gorąco, dosłownie przyklejam się do komputera, więc bez zbędnych wstępów przejdę do rzeczy.

 

 

 

 

Wśród moich ulubieńców lipca 2017 zabrakło kosmetyków do makijażu, ale analizując ten miesiąc uznałam, że dużo bardziej jednak sprawiała mi przyjemność pielęgnacja, masowanie, złuszczanie i olejowanie 😉

 

Moim pierwszym ulubieńcem zdecydowanie był peeling myjący BeOrganic. Tak go polubiłam, że zdążyłam już nawet o nim napisać tutaj. Dlatego, jeśli chcecie o nim przeczytać coś więcej, to odsyłam do oddzielnego wpisu o nim. Tu natomiast napiszę jedynie, że przepięknie, naprawdę przepięknie i strasznie przyjemnie pachnie. Bardzo sprawnie pozbywa się suchych skórek, fajnie się pieni. Jest dość delikatny, ale i wystarczająco skuteczny.

 

Kolejnym ulubieńcem jest również peeling i równie cudownie pachnący, jeśli nie bardziej – choć tu może przemawia raczej moje uzależnienie kawowe. A jest to bowiem peeling kawowy Coffee Miracle Efektima. I to jest rzeczywiście taki mały kawowy cud. Jeśli już kiedyś używałyście peelingu z kawy, to zapewne wiecie, że chyba nic nie ujędrnia skóry tak dobrze. A w tym produkcie mamy całkiem sporo ciekawych dodatków (oleje, masła, kakao, witamina E), które tylko wzmacniają dobroczynne działanie kawy na skórę. Nie sprawiają one jednak, że skóra jest po użyciu peelingu tłusta (co w tak gorące wieczory jest dla mnie nie do zniesienia), a jedynie przyjemnie nawilżają i wygładzają ciałko.

 

 

 

 

Bardzo w tym miesiącu (i w poprzednim również) lubiłam sięgać po maskę do włosów z awokado i migdałami Cosnature. Jest to obecnie moja ulubiona maska do włosów, która dobrze sprawdza się też w roli odżywki. Jest mocno odżywcza, nawilżająca, regenerująca. Na pewno dobrze sobie poradzi z mocno przesuszonymi i zniszczonymi włosami. Na początku odrobinkę się nawet obawiałam, że będzie za ciężka dla moich słabiaków… znaczy dla moich cudownych, acz cienkich i rzadkich włosków 😉 Ale ona jest dla nich idealna. Wygładza, zapobiega puszeniu, absolutnie nie obciąża. Nie doczekała się jeszcze odrębnej recenzji, ale chyba tylko dlatego, że tak niechętnie zabieram ją spod prysznica.

 

 

 

 

Kolejnym ulubieńcem lipca była woda rozświetlająca, czyli Beauty Elixir Caudalie (czy jak kto woli Eau de beaute). Ta przepięknie pachnąca, rozświetlająca mgiełka spędziła ze mną jedynie ostatnie dwa tygodnie, ale jakże intensywny był ten nasz wspólny czas 😉 Ja dosłownie mogłabym ją rozpylać wokół siebie co kilka minut. I tak, ona sprawia, że skóra jest tak przepięknie rozświetlona, wygładzona i odświeżona. Ale to, co mnie w niej przede wszystkim urzekło, to jej uspokajający, kojący, ziołowy zapach. Ona na mnie działała wprost antystresowo, niczym produkt do aromaterapii, a nie kosmetyk. Powstrzymywało mnie od zbyt częstego jej używania (czyli co chwilę) jedynie to, że silne działanie olejków eterycznych prawdopodobnie jednak nie jest aż tak dobre dla skóry, na tyle, aby ich nadużywać (bo w niewielkich ilościach na pewno może być wskazane). Zużyłam zatem już połowę tej pięknej buteleczki i to z wielką przyjemnością.

 

No i już ostatni ulubieniec kosmetyczny, choć nie wiem, czy nie najbardziej ulubiony i najczęściej przeze mnie stosowany, czyli olej z pestek malin. Nie będę się o nim rozpisywać. Musicie jedynie wiedzieć, że jest cudowny, a więcej o nim przeczytacie w moim wpisie tutaj 🙂

 

 

A z takich niekosmetycznych spraw, to w ubiegłym miesiącu bardzo lubiłam sięgać po organiczną zieloną herbatę z aloesem Clipper, a do kompletu do niej bardzo często pasowała mi książka „Żyj z pasją” Janet Attwood i Chrisa Attwooda. Taki mały relaks jest od czasu do czasu bardzo przydatny 😉 Książka dodatkowo sprawiła, że troszeczkę więcej się pozastanawiałam, jak to jest z tymi pasjami, szczęściem i przeznaczeniem. Wciągnęła mnie na tyle, że wyjątkowo nawet porobiłam kilka ćwiczeń, które zalecają Attwoodowie, a mój partner chyba uznał, że zaczynam lekko wariować, gdy zobaczył zdjęcia i hasła powycinane z gazet, przyklejone do naszej szafy. Spytał tylko zatroskany, czy to coś takiego, co robią nastolatki i sobie poszedł.

 

 

 

 

Na koniec jeszcze wrzucę Wam siebie w wersji mówionej:

 

 

  • Fajni ulubieńcy :))) znam tylko olej z pestek malin, więc tym chętniej dowiedziałam się czegoś o tych nieznanych 🙂

    • Dorota

      🙂

  • Woda Caudalie marzy mi się od dawna.

    • Dorota

      Warto wypróbować przynajmniej tę mniejszą buteleczkę! 🙂