Pielęgnacja, Uncategorized, W poszukiwaniu prostoty

Wielorazowe waciki kosmetyczne – tylko dla fanów Zero Waste? Niekoniecznie…

Hej 🙂

 

 

Wielorazowe produkty higieniczne kojarzyły mi się zawsze z czasami babcinymi. Przecież postęp cywilizacyjny sprawił, że możemy w każdej chwili kupić sobie paczkę wacików za kilka złotych i nie poświęcając im wiele uwagi, użyć i wyrzucić. Jednorazowość wydaje się być idealnym rozwiązaniem w naszym zabieganym świecie. Bo czy pomiędzy pracą, dziećmi, obowiązkami domowymi, rozwijaniem pasji i utrzymywaniem kontaktów towarzyskich pozostaje nam jeszcze czas na to, aby prać coś, co z powodzeniem można by było po prostu wyrzucić? Kupiłam je chyba jakoś na początku roku. Od kiedy do mnie przyszły, używam codziennie, z krótkimi przerwami. I chyba już jestem gotowa, aby Wam o nich opowiedzieć.

 

 

 

Otóż, wielorazowe produkty higieniczne nie wywoływały u mnie pozytywnych skojarzeń, ale tylko pozornie. Od wielu lat jesteśmy uczeni tego, że higiena jest bardzo ważna, a najbardziej higieniczne jest to, co jednorazowe. Nie jest to wcale dziwne – na wielorazowych produktach zarabia się raz. Jednorazowe kupujemy wciąż i wciąż od nowa, czy to waciki, czy pieluchy lub podpaski i wkładki. Przyzwyczajeni do takich produktów, myślimy, że wielorazowość to krok do tyłu. A może, przede wszystkim, wielkie utrudnienie.

 

I coś w tym na pewno jest. Muszę Wam się przyznać, że nasza przygoda z wielorazowym pieluchowaniem miała liczne wzloty i upadki, a ostatecznie zakończyła się porażką. Przy kolejnym dziecku zapewne jednak rozważyłabym tę opcję, bo w końcu trochę wniosków wyciągnęłam z własnych błędów. Kubeczek menstruacyjny radzi sobie coraz lepiej i być może też Wam o tym kiedyś opowiem. A jak z wacikami? Czy nadają się tylko dla prawdziwych zapaleńców Zero Waste? Moim zdaniem mogą o nich pomyśleć również zwykli śmiertelnicy.

 

Dlaczego waciki wielorazowe łączą się u mnie wręcz z jakąś dziwaczną przyjemnością? Chyba przypominają mi te wykonywane ze spokojną radością domowe obowiązki z czasów wyjazdów na wieś do babci, jak na przykład ręczne pranie wszystkich ubrań. Zadziwia mnie nie raz, jak działa moja pamięć. Tak wielu rzeczy z dzieciństwa nie pamiętam, ale pamiętam zapach prania, chlupot wody i dotyk metalowej miski. Pamiętam rozwieszanie prania na sznurku i jak pięknie schło na słońcu. I kto mi teraz powie, że takie proste czynności nie są ważne w naszym życiu? 🙂

 

 

 

Dlaczego uwielbiam moje nowe waciki?

Pierwszym najważniejszym chyba atutem wielorazowych wacików jest to, że można je wreszcie raz na zawsze wykreślić z listy zakupów. To jedna rzecz mniej z tych, o których musimy pamiętać (a przecież nasze biedne mózgi są zawalone taką ilością rzeczy do zapamiętania, że nawet najdrobniejsze sprawy wywołują ulgę – spróbujcie, a się przekonacie). Nie zdarzy się już taka sytuacja, że w domu zabraknie wacików i właściwie nie będzie wiadomo, co robić. Nie trzeba też dzięki temu trzymać w domu zapasów wacików, które są, a gdy są najbardziej potrzebne, to i tak okazuje się, że ich nie ma.

Poza tym, okazało się, że wacików bardzo przyjemnie się używa. Są naprawdę mięciutkie i milutkie. Waciki z jednej strony mają gładką powierzchnię, a z drugiej puszystą. Są wykonane z bawełny organicznej i z mięciutkiej froty bambusowej.

Waciki są też dość uniwersalne. Służą mi za… no właśnie waciki. A zatem oczyszczam nimi twarz z pomocą płynu micelarnego, a także tonizuję ją hydrolatem. Ale są też świetnym zamiennikiem ściereczki do demakijażu. Od kiedy je mam, nie sięgam już po moje ręczniczki z Ikei przy wykonywaniu olejowego demakijażu. Waciki są milutkie, malutkie, dobrze ściągają olej i zanieczyszczenia i świetnie się dopierają z resztek makijażu.

 

Zdjęcie z super sklepu Better Land 😉

 

Jestem trochę dziwna czy jeszcze w normie?

Muszę Wam powiedzieć, że w jakiś zaskakujący sposób te waciki stanowią dopełnienie mojego wieczornego rytuału pielęgnacyjnego. Waciki mieszkają sobie w materiałowym woreczku, w którym je kupiłam. Są czymś więcej niż zwykłe bezosobowe waciki, z którymi styczność mam przez kilka sekund, a które następnie od razu trafiają do kosza. Dziwnie brzmi? Sama się sobie dziwię. Ale fakt, że muszę ten wacik dokładnie wyprać i wypłukać, po prostu zadbać o niego, sprawia, że podchodzę do moich wielorazowych wacików niemal z czułością.

 

I muszę jednocześnie wyznać, że z powodu mojego nowego zainteresowania mam obecnie w domu również jedną paczkę tradycyjnych jednorazowych wacików. Nie są one jednak przeznaczone bezpośrednio do mojego użytku i nie czuję kompletnie potrzeby, aby po nie sięgać przy okazji codziennych czynności pielęgnacyjnych. Na pewno waciki wielorazowe mają też swoje wady (jak na przykład to, że po dłuższym używaniu nie są już takie piękne, jak na początku, albo nadal ciężko mi sobie wyobrazić zmywanie nimi lakieru z paznokci – na szczęście ostatnio takich czynności raczej nie wykonuję 😉 ). Mimo tego, nie widzę obecnie powodu, aby na stałe wracać do jednorazówek.

 

A fakt, że dzięki moim wielorazowym wacikom, odrobinkę mniej tych tradycyjnych trafia do mojego i-tak-wiecznie-wypełnionego-po-brzegi-kosza-na-śmieci sprawia, że lubię je jeszcze bardziej 😉

 

 

PS. Moje waciki są z tego sklepu, który zresztą bardzo lubię i polecam 😀

  • Chciałam je kupić na targach, ale się nie dopchałam:( Ale na pewno się zdecyduje, póki co w podobnej roli służą mi ściereczki:) A z kubeczka jestem bardzo zadowolona- jaka to oszczędność i wygoda!!

    • Ja też na wcześniejszych targach na nie polowałam, ale zdążyły się wyprzedać, więc później w końcu zamówiłam przez internet 😉 Oj tak ja się teraz dziwię, jak wcześniej mogłam żyć bez kubeczka 😀

  • Monika Gawron

    Mnie niestety nie przekonują:(

    • Monika, próbowałaś? Zdaję sobie sprawę, że niestety nie każdemu będą pasować 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Jedyna kwestia, która powstrzymywałaby mnie przed zakupem takich wielorazowych waciczków to higieniczność. Nie do końca ufam swoim chęciom codziennego, wystarczająco dokładnego czyszczenia.. 😀 Na ten moment praktycznie nie potrzebuję tego typu produktów, z jednorazówek pozostały wyłącznie patyczki (no NIGDY jeszcze nie udał mi się make up bez poprawek, to jest coś czego nie jestem w stanie pojąć i wyeliminować :D) i jest mi ciut lżej na sercu od kiedy Alterra wydała papierowe wersje. Ale jeśli kiedyś znów najdzie mnie potrzeba na waciki to pewnie będę skłonna się przekonać do Twojej propozycji. Czym je czyścisz? 😀 I jakie to zainteresowanie skłania Cię do posiadania jednorazowych wersji? (absolutnie nie oceniam, ciekawi mnie wyłącznie co to za hobby, bo owiane jest lekką tajemnicą w poście :D)