Youtube dla nieśmiałych – historia o tym, jak nagrywałam mojego pierwszego vloga

Hej 🙂

 

 

Jest godzina 21:00. Sobota. Czuję się, jakby była conajmniej północ. Od rana dziś chyba nawet nie uczesałam włosów. Mam na sobie dres pobrudzony czekoladą (bo tak się właśnie dziś żywiliśmy). I to nawet nie jest mój dres. Jednym słowem ciężki dzień 😉 Dziewczynki się rozchorowały, a ja czuję, że chyba i mnie bierze choroba. I może z powodu tego, jak dziwnie teraz działa mój wymęczony mózg, wpadłam na pomysł, aby opowiedzieć Wam trochę więcej o mojej przygodzie z Youtubem.

 

 

Otóż moi drodzy, moja przygoda z platformą Youtube niedawno się rozpoczęła. Może nawet nie powinnam się jeszcze wypowiadać, bo moje doświadczenie youtubowe jest niewielkie. Nie jest zatem moim zamiarem uczenie Was czegokolwiek. Bo ani się na tym nie znam, ani nie odniosłam wielkiego sukcesu. Wpadłam jednak na pomysł, aby zrobić serię wpisów skoncentrowaną na przekazaniu Wam moich wrażeń z początków na tej platformie. A wszystko z punktu widzenia nieśmiałej, trochę zamkniętej w sobie osoby. Introwertyczki pełnym sercem. Nie wiem jeszcze, czy to będzie wielka miłość, czy jedynie krótka wakacyjna przygoda, która niebawem się zakończy. Wiem, że na razie to doświadczenie przynosi mi sporo radości i niezmiernie mnie ekscytuje. Przeraża, ale też ekscytuje.

 

 

Jednym słowem, jeśli jesteście zainteresowani tym, jak wyglądają początki prowadzenia kanału na Youtube przez nieśmiałą, nieznającą się na komputerach, nagrywaniu, aparatach, tworzeniu filmów, niczym kompletnie osobę, a przede wszystkim osobę, która większość życia nie wydobywała z siebie zbyt wiele słów, to zachęcam do czytania tej właśnie serii moich wpisów.

 

 

 

 

 

 

O tym, jak nagrywałam mój pierwszy film opowiem może innym razem. Na pierwszy wpis w tej serii wybrałam moje ostatnie doświadczenie – nagrywanie pierwszego vloga. Sam film możecie zobaczyć tutaj. Ja natomiast dziś powiem Wam, jakie są moje wrażenia i z co było dla mnie najtrudniejsze. Jeśli myślicie o założeniu swojego kanału na tej platformie, to być może napotkacie takie trudności, jak ja – musicie jednak wiedzieć, że ze wszystkim można sobie poradzić 🙂

 

1.

A zatem, po pierwsze primo 😉 Najtrudniej jest ten aparat wyjąć i w ogóle zacząć nagrywać. Jak się już zacznie, to dalej jakoś leci. Ale to chyba tak, jak ze wszystkim w życiu…

 

 

2.

Poprawka. Najtrudniej jest wyjąć ten aparat i zacząć nagrywać przy ludziach. W moim przypadku nawet „moi ludzie”, a raczej mój jeden ludź sprawiał, że kilka razy wyjmowałam aparat i od razu szłam go odłożyć, albo w najlepszym razie, jak gdyby nigdy nic, nagrywałam okolicę, trawę, niebo, udając, że nie miałam zamiaru nic mówić… Jedynie moje dziewczynki mnie nie zawstydzały. One za to za każdym razem są aż za bardzo podekscytowane nagrywaniem i chcą czynnie uczestniczyć w tworzeniu filmów 😉

 

 

3.

Być może jestem za mała na nagrywanie vlogów. Moja ręka po prostu nie jest wystarczająco długa, abym mogła swobodnie objąć swoją głowę i jeszcze kawałek ciała w obiektywie, bez jednoczesnego nadwyrężania mięśni i ścięgien. Wiem, że jest na to rada i jeśli moja działalność youtubowa się rozwinie, to na pewno rozejrzę się za jakimś urządzeniem, które w magiczny sposób przedłuży moją rękę, a Wam zapewni lepszą widoczność. Na razie muszę sobie jakoś radzić.

 

 

4.

Nawet z dość nudnego dnia można wyciągnąć te kilka minut, aby coś o sobie przekazać innym, choć jeszcze niedawno wydawało mi się to zupełnie niemożliwe. I oczywiście wiem, że mój pierwszy vlog nie jest szczytem kreatywności i świetną rozrywką dla widza. Mimo to, ja jestem, muszę szczerze przyznać, całkiem zadowolona z efektu. I nie chodzi tu o to, że mój vlog wydaje mi się idealny. O nie, gdybym tak powiedziała, nie mogłabym być dalej od prawdy. Już w trakcie montażu widziałam w nim baaardzo wiele rzeczy, które powinnam poprawić, nad którymi muszę pracować lub które po prostu zrobiłabym trochę inaczej. Jestem jednak zadowolona, bo jak na moje umiejętności, doświadczenie i charakter zrobiłam tyle, ile mogłam na dany moment. A przede wszystkim jestem zadowolona, że w ogóle zabrałam się za coś, co mnie przerażało i dałam radę 🙂

 

 

5.

Trochę jednak tych scenek trzeba nakręcić, aby nie było nudno. Zwłaszcza, jeśli jedyną ekscytującą czynnością danego dnia jest pranie. Jednak kto powiedział, że vlog musi koniecznie dotyczyć jednego dnia? Ja początkowo miałam takie wyobrażenie i gdy mój pierwszy dzień nagrywania nie wypalił (pierwsza rada dla mnie – chcesz vlogować, to o tym pamiętaj przez cały dzień, a nie tylko przez pierwsze dwie godziny), już miałam zrezygnować. Jednak na szczęście wpadłam na ten niesamowity pomysł, że mogę nagrywać również kolejnego dnia, a następnie spróbować jakoś to wszystko razem połączyć.

 

 

6.

Podkład muzyczny zmienia wszystko. Ja wybrałam taki darmowy – praktycznie pierwszy z brzegu, nic wykwintnego, ale pasował mi do mojego ówczesnego nastroju. Kolejna rada dla mnie samej – w przyszłości poświęć trochę czasu na znalezienie muzyki do filmów.

 

 

7.

I ostatnie spostrzeżenie – to jest możliwe do zrobienia! Każdy może zacząć nagrywać vlogi, jeśli tylko ma na to ochotę. Jeśli ja mogłam, to uwierzcie mi, każdy może. I ja nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek pojawi się mój drugi vlog, ale cieszę się, że spróbowałam.

 

 

 

Nie wiem, czy ten mój wpis komukolwiek pomoże. Mam jednak nadzieję, że może przypadkowo wpadnie tu do mnie choć jedna osoba, która od dawna chce spróbować czegoś nowego, ale powstrzymuje ją jej własna gadająca głowa lub zwyczajny strach. Strach czasami jest dobrym doradcą – mam na myśli te sytuacje, w których na przykład każe nam uciekać na drzewo przed wściekłym dzikiem. Ale czasami warto odsunąć go na bok (nie dzika oczywiście, tylko strach) i po prostu zadziałać mu na przekór. Mówię Wam to z własnego doświadczenia. Gdybym nie spróbowała, byłabym biedniejsza o tyle ciekawych doświadczeń, z którymi spotkałam się przez te ostatnie dwa miesiące. O tym wszystkim zamierzam Wam opowiedzieć. Nawet jeśli z jakiegoś powodu za miesiąc postanowię zamknąć mój kanał na youtube, to to, czego się nauczyłam pozostanie ze mną. I nie mówię tu tylko o technicznych umiejętnościach, ale przede wszystkim o tym, czego już nauczyłam się o sobie. Ale o tym może innym razem… 🙂

 

 

Wszystkich zainteresowanych moim dalszym rozwojem na platformie Youtube, zapraszam do wpadania tu do mnie. Obiecuję zdawać relację z moich sukcesów i porażek 🙂 Sama jestem ciekawa, czy to będzie dobre miejsce dla takiej nieśmiałej i wiecznie bojącej się wszystkiego osoby, jak ja. Zobaczymy…

 

BUZIAKI!!! 🙂